Półwiecze zdrad
Ustalenie nowego status quo między USA a Iranem w ciągu kilkudziesięciu godzin rozmów może nie być możliwe. Obie strony wiele zrobiły, żeby przez kilka dekad od rewolucji całkowicie zniszczyć zaufanie do siebie nawzajem

Gra wciąż się toczy – powiedział reporterom brytyjskiego dziennika „The Guardian” anonimowy pakistański rozmówca. Potwierdził w ten sposób, że ubiegłotygodniowe – niezbyt udane – rozmowy w Islamabadzie były rekonesansem przed prawdziwą batalią o nowe status quo w Zatoce Perskiej. – Powinna pani zostać – poradził z kolei w połowie tygodnia Donald Trump reporterce dziennika „The New York Post”, która pojechała do Pakistanu relacjonować negocjacje.
Wszystko za sprawą mediacji, jakich podjęli się szef pakistańskiej armii marszałek Asim Munir oraz pakistański premier Szehbaz Szarif, który w tym tygodniu objechał Arabię Saudyjską, Katar i Turcję, szukając argumentów pozwalających osiągnąć jakąś formę kompromisu. Trump szczególnie ceni tego pierwszego, określając go mianem „mojego ulubionego marszałka”.
Problem w tym, że pakistańscy mediatorzy muszą przełamać liczące sobie niemal pół wieku pasmo obojętności, ignorancji, kłamstw i zdrad, które zafundowali sobie decydenci z Waszyngtonu i Teheranu.
Zbyt wielu Amerykanów
„Zadanie, przed którym stał prezydent [Jimmy] Carter, było wyjątkowo trudne. Wiele z jego najlepszych źródeł wywiadowczych dostarczało mu wyjątkowo błędnych (…) obrazków z Iranu. A Carter (…) powtarzał błędne wnioski (…)” – opisywał ekspert ds. amerykańskiej polityki zagranicznej i Bliskiego Wschodu James A. Bill w książce „The Eagle and the Lion. The Tragedy of American-Iranian Relations”.
Chaos pogłębiało to, że polityką USA wobec Iranu próbowało zawiadywać kilka ośrodków: Departament Stanu; Narodowa Rada Bezpieczeństwa ze Zbigniewem Brzezinskim na czele; swoje trzy grosze wtrącały Departamenty Obrony, Energii i Skarbu; własną grę prowadziła CIA. Carter „zawetował jakiekolwiek bezpośrednie kontakty Ameryki z [ajatollahem Ruhollahem] Chomejnim, które rekomendowali najbardziej kompetentni doradcy Białego Domu (…). Po tym, jak poważnie rozważał wysłanie misji do przebywającego w Paryżu Chomejniego, (…) prezydent wycofał się z pomysłu za sprawą Brzezinskiego, który przy pomocy tworzenia biurokratycznych przeszkód i intryg ukatrupił pomysł” – przywołuje jeden z przykładów Bill.

