Najbardziej amerykańscy Arabowie
Relacje USA z Arabią Saudyjską od początku opierały się na transakcyjności, bez mieszania do niej uczuć
Kryzys paliwowy w USA w 1973 r.
Dlaczego Donald Trump pierwszą podróż zagraniczną rozpoczął od Arabii Saudyjskiej, stało się jasne we wtorek. Biały Dom pochwalił się, że prezydent podpisał z następcą tronu księciem Muhammadem ibn Salmanem ibn Abd al-Aziz Al Su’udem umowę o partnerstwie gospodarczym, a jego częścią jest kupno przez Saudów amerykańskiego uzbrojenia za 142 mld dol. Książę obiecał także inwestycje w Ameryce na kwotę co najmniej 0,6 bln dol. Tak po latach ochłodzenia relacji transakcyjna miłość między Amerykanami a Saudami znów zakwitła.
Najbiedniejszy król świata
Kiedy król Abd al-Aziz ibn Su’ud, zwany Ibn Saudem, pokonał Królestwo Jordanii, Polska postanowiła nawiązać z nim relacje. Z takim zadaniem wysłano w 1930 r. na Półwysep Arabski zastępcę naczelnika Wydziału Wschodniego MSZ Edwarda Raczyńskiego oraz wielkiego muftiego Rzeczypospolitej Jakuba Szynkiewicza. W spisanych przez nich relacjach powtarzają się opisy, jak biedne było państwo Arabów, wyznających ultrakonserwatywną odmianę islamu, nazywaną wahhabizmem.
„Król przyjmował w ogromnym w namiocie; siedział w miękkim fotelu, a na prawo i na lewo od niego stały twarde krzesła wiedeńskie, na które Król zapraszał siadać gości” – relacjonował Szynkiewicz. „Niektórzy całowali go w rękę, większość zaś ograniczała się uściskiem dłoni. Król każdego pytał o zdrowie. W krótkich słowach podziękowałem za podarowane mi ubranie, a Król kilka razy pytał o stan mego zdrowia. Podano kawę, a po niej jakiś starzec przeczytał kasydę (poemat) na cześć Króla. Na tym uroczystość zakończyła się” – dodawał. Raczyński raportował, że źródłem dochodów Ibn Sauda i jego kraju są pielgrzymi, płacący za prawo wjazdu do Mekki. Jednak sumy te Raczyński szacował na zbyt małe, by młode państwo miało szansę przetrwać. W Warszawie uznano, iż zacieśnianie relacji polsko-saudyjskich nie ma więc sensu.
