Najsłynniejszy cytat naszych czasów
„Kryzys polega na tym, że stare umiera, a nowe nie może się narodzić”. Założę się o stówę (może być nawet w euro), że każdy z czytelników gdzieś już to zdanie słyszał lub czytał. Bo mamy tu do czynienia z najbardziej nadużywaną myślą ostatnich lat.
Pierwszy te słowa zapisał włoski marksista Antonio Gramsci. Zrobił to w jednym z 30 kajecików, które pracowicie zapełniał, odsiadując haniebnie długi wyrok w faszystowskim więzieniu. Spędził w nim 11 długich lat, tracąc zdrowie oraz życie. Końca wyroku nie doczekał – zmarł w 1937 r. Legenda Gramsciego stała się po II wojnie światowej jednym z filarów europejskiego antyfaszyzmu. A jego więzienna spuścizna doczekała się niezliczonej ilości interpretacji, czyniąc z Włocha najważniejszego zachodniego neomarksistę drugiej połowy XX w. i postać dla lewicy włoskiej, niemieckiej czy angielskiej fundamentalną. Dość powiedzieć, że na jego koncepcję hegemonii kulturowej powołują się dziś chętnie nawet antymarksiści z nowej prawicy. Właśnie po to, by pokazać, jak wygodnie umościła się w przestrzeni symbolicznej współczesna zachodnia lewica.
