Dziś nie ma równości broni w procesie. Prokurator może więcej
Piotr Kładoczny: Państwo nie może nielegalnie wytwarzać dowodów, a następnie legalnie wykorzystywać ich przeciwko obywatelowi. Po nowelizacji z kodeksu postępowania karnego zniknie instytucja owoców zatrutego drzewa
dr Piotr Kładoczny, wiceprezes Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, szef działu prawnego fundacji, wykładowca w Katedrze Prawa Karnego WPiA UW, członek Zespołu Ekspertów Prawnych przy Fundacji Batorego
W parlamencie kończą się prace nad nowelizacją kodeksu postępowania karnego. To miała być ustawa naprawcza, która usunie z k.p.k. populistyczne rozwiązania wprowadzone w czasach Zbigniewa Ziobry. Czy się to udało?
W dużej mierze tak. Przede wszystkim nowela wyrównała rolę stron procesowych oraz usunęła przepisy pozwalające prokuratorowi decydować np. w sprawach aresztu czy kaucji, w których nie powinien mieć aż tak szerokich kompetencji. Zrobiono nawet trochę więcej. Nowela wdraża dyrektywy obrończe. Wprowadza rozwiązania, które mają lepiej chronić podejrzanego. Dziś bywa tak, że policjanci przesłuchują kogoś nieformalnie i zbierają informacje, dowody, które potem są wykorzystywane w procesie. Nie zawsze są to dowody wiarygodne, bo np. ktoś przyznał się pod presją.
Przed wymuszaniem wyjaśnień i tym, że podejrzany nieświadomie sam się obciąży, chroni obecność obrońcy. To on mówi: „Pańska sytuacja jest taka, jaka jest, musimy ustalić, co pan powie, nie ma pan obowiązku przyznawać się do winy”. I nie chodzi o to, że obrońca utrudnia postępowanie, tylko o to, żeby proces był rzetelny i uczciwy. Prawo do milczenia i do nieprzyznawania się do winy to standard – nie tylko w amerykańskich filmach. W Polsce tak nie jest. W tym zakresie to naprawdę duża zmiana.
