Smoko-Niedźwiedź chce petrojuana
Światowe waluty rezerwowe są związane z potęgą państwową. Portugalia, Holandia, Wielka Brytania czy USA – każde z tych mocarstw zdołało w swoim czasie narzucić reszcie globu własną walutę jako środek wymiany. Umożliwiły to przede wszystkim dwa czynniki: rozwój produkcji oraz siła militarna. Gdy dane państwo kontroluje kluczowe szlaki transportowe, zyskuje władzę decydowania o tym, kto może handlować. To sprawia, że jego waluta staje się dominującym środkiem wymiany, w konsekwencji – walutą rezerwową przechowywaną przez banki centralne świata.
Ale ustanowienie hegemonii zazwyczaj zbiega się z osiągnięciem szczytu potęgi mocarstwa. Historycznie każde państwo, które uczyniło swój pieniądz walutą rezerwową, przechodziło ostatecznie od gospodarki zorientowanej na produkcję do gospodarki zdominowanej przez konsumpcję. Żyło ponad stan, a gdy pojawiały się nowe potęgi, zamiast z nimi rywalizować, zmagało się z wysokimi długami i problemami ekonomicznymi. Ten proces dotknął teraz USA: pod koniec lat 40. XX w. odpowiadały za ponad 60 proc. produkcji przemysłowej świata, dziś to ledwie 17 proc.
