Niespełniony trip
Po dekadach napiętnowania psychodeliki powróciły na orbitę zainteresowania medycyny. Ale wieszczony przez wielu przełom w leczeniu zaburzeń psychicznych nie nadszedł
Jeden z najpopularniejszych na świecie podcasterów, który swoimi zasięgami pomógł Donaldowi Trumpowi wygrać wybory, może sobie przypisać kolejny sukces. 18 kwietnia w uroczystej oprawie Gabinetu Owalnego Trump podpisał rozporządzenie wykonawcze mające ułatwić badania nad psychodelikami i otworzyć drogę do ich stosowania w leczeniu depresji i innych problemów psychiatrycznych.
Bezpośrednia inspiracja do poluzowania restrykcji przyszła w formie SMS-a od Joego Rogana. Król Spotify'a, znany z wiary w moc niekonwencjonalnych kuracji, przekonywał w nim prezydenta, że receptą na wyniszczający Amerykę od ponad dwóch dekad kryzys opioidowy może być ibogaina, substancja halucynogenna pozyskiwana z korzenia afrykańskiego krzewu Tabernanthe iboga. Trump odpisał mu: „Brzmi świetnie. Chcesz zezwolenia FDA [Agencji Żywności i Leków]? Zróbmy to”. A Rogan na uroczystości w Białym Domu cieszył się, że „wszystko potoczyło się tak szybko”.
Rozporządzenie daje zielone światło do rozpoczęcia eksperymentów klinicznych i zapewnia stanom 50 mln dol. na ich sfinansowanie. Mimo entuzjazmu Trumpa i jego zaplecza perspektywa zarejestrowania ibogainy jako leku jest jednak wciąż bardzo odległa.
Psychodeliczny renesans
Od czasu zmierzchu kontrkultury i ogłoszenia przez Richarda Nixona wojny z narkotykami psychodeliki podlegają w Stanach Zjednoczonych restrykcjom najsurowszym z możliwych. Przepisy federalne z 1970 r. klasyfikują je w tej samej kategorii co heroinę – jako substancje psychoaktywne, które nie mają uznanego zastosowania medycznego, a przy tym wykazują duży potencjał uzależniający. Po dekadach napiętnowania nastąpiła jednak zmiana: używki, które dawniej uchodziły za symbol moralnego zepsucia hippisów i innych lewicowych „degeneratów”, w ostatnich kilkunastu latach wróciły na orbitę zainteresowania medycyny. Naukowcy mówili o „psychodelicznym renesansie”, wieszcząc przełom w leczeniu zaburzeń psychicznych co najmniej na miarę wprowadzenia prozacu. Wyłoniło się dwóch czołowych kandydatów na leki: psylocybina, aktywny składnik grzybów halucynogennych, oraz MDMA, szerzej znana jako ecstasy. Ta pierwsza substancja wypadała obiecująco w terapii poważnych przypadków depresji, ta druga wykazywała potencjał jako remedium na zespół stresu pourazowego (PTSD).
