Szkoła anachroniczna, szkoda publiczna
Obecny model szkoły coraz wyraźniej rozmija się z potrzebami dzieci, neurobiologią ich dojrzewania i kompetencjami wymaganymi przez współczesny świat. Kolejne reformy tego nie zmieniają
To musi być smartfon, prawda? To on ma być winny rosnącej liczby osamotnionych dzieci z samobójczymi tendencjami. Zakażmy go, przynajmniej w szkole. Ten trend na całym świecie przybiera na sile. Ma to poprawić samopoczucie uczniów, ich wyniki w nauce i zachowanie. Tylko że opublikowana w kwietniu praca „The Effects of School Phone Bans: National Evidence from Lockable Pouches” badająca skutki takich zakazów w USA wskazuje, że przez pierwszy rok samopoczucie spada, a zachowanie się pogarsza. Skutek ten staje się delikatnie pozytywny dopiero w kolejnych latach. Wpływ na wyniki testów jest bliski zeru, a dowodów na to, by zakaz ograniczał prześladowanie czy zwiększał frekwencję na zajęciach, nie znaleziono.
„Nie ma nic złego w tym, że ktoś chce prowadzić szkołę w ten sposób [bez smartfonów], ale nie należy oczekiwać znaczących postępów w nauce. Dowodów na to jest coraz więcej, ale wielu nie umie tego zaakceptować. W każdym razie nie jest to sprawa warta wielkiej moralnej krucjaty” – komentuje na swoim blogu ekonomista Tyler Cowen.
Jest jednak inna sprawa wymagająca wielkiej moralnej krucjaty: szkoła jako taka. W obecnej formie to ona staje się szkodliwa.
Wielka luka
Ja sam reformę edukacji zacząłbym od zniesienia przymusu szkolnego, ale na to się nie zanosi. Taki postulat wielu uzna za szalony. W porządku. Skoro zatem nasze dzieci do szkoły wysyłać musimy pod groźbą grzywny, a nawet odebrania prawa do opieki nad nimi, warto zadać sobie pytanie, jak szkoła na te nasze dzieci wpływa.
