Wspieranie przez nieduszenie
Protesty przedsiębiorców w sprawie SENT to nie żaden chwilowy kryzys, lecz rezultat powierzchownego potraktowania kwestii przeregulowania polskiej gospodarki
Manifestacja przedsiębiorców przeciwko systemowi SENT. Warszawa, 13 maja 2026 r.
Myliła się słynna filozofka Ayn Rand, gdy w „Atlasie Zbuntowanym” snuła wizję wielkiego strajku najpotężniejszych przedsiębiorców, którzy – zniesmaczeni traktowaniem ich przez rząd jak dojne krowy – uciekają do ukrytej doliny i pozostawiają pasożytujący etatyzm samemu sobie. Wizja epicka, ale zupełnie nierealistyczna. Nawet jako metafora. Najwięksi biznesmeni nie muszą strajkować. Mogą się z rządem dogadać albo – wspierani armią prawników – grać z nim w kotka i myszkę. W ostateczności mogą wyjechać do wcale nieukrytego raju (podatkowego).
W prawdziwym życiu to małym i średnim firmom zdarza się protestować. Nie stać ich na mecenasów, Kajmany nie dla nich, im pozostaje wycieczka do stolicy i wykrzyczenie swoich racji politykom w oczy. Nie robią tego często, ale jeśli jednak już się na to decydują, to nie należy ich ignorować.
Od KDT do SENT
To naprawdę nie dzieje się często, a na pewno nie w dużej skali. W latach 90. XX w. i pierwszej dekadzie wieku XXI, owszem, mieliśmy bunty kupieckie przeciw próbie zduszenia drobnego handlu podatkami, kontrolami skarbowymi i cłami czy przeciw likwidowaniu targowisk z przyczyn urbanistycznych. Były to jednak protesty rozproszone i nieliczne. Pamiętają państwo Kupieckie Domy Towarowe w centrum Warszawy? To jedno z takich nibytargowisk, którego likwidację chciało zatrzymać przy pomocy strajku ok. 1 tys. osób. W
