Goodbye, mister Starmer?
Zmiana lidera Partii Pracy i jednocześnie szefa rządu Jego Królewskiej Mości nie wystarczy do naprawy Wielkiej Brytanii. Może jednak dać partii chwilę politycznego oddechu
Brytyjski premier Keir Starmer w Coin Street Community Centre. Londyn, 11 maja 2026 r.
„Superczwartek” – bo tak określano wybory z 7 maja w Wielkiej Brytanii – przyniósł polityczne trzęsienie ziemi. Wyborcy dali wyraz swemu niezadowoleniu z Partii Pracy, odbierając jej ponad 60 proc. stanu posiadania w lokalnych radach. Labourzyści utracili nawet niektóre ze swych tradycyjnych przyczółków w lewicowych dzielnicach Londynu, w dawnych regionach przemysłowych centralnej i północnej Anglii oraz w Walii. Niektóre przypadki były szokujące, np. w Wigan w pobliżu Manchesteru, od ponad półwiecza bastionie Labour Party, wszystkie jej mandaty (w liczbie 20) przepadły na rzecz partii Reform UK do tej pory odgrywającej tam rolę absolutnie marginalną. Niewielka pociecha, że w skali kraju równie ciężkie lanie spotkało także opozycyjnych konserwatystów, którzy najwyraźniej nadal płacą rachunek za swoje niestabilne i niezbyt udolne rządy przed 2024 r.
Bezprecedensowy sukces odniosła natomiast właśnie partia Reform UK kierowana przez jednego z najważniejszych promotorów brexitu Nigela Farage’a, mocno związanego z Donaldem Trumpem. W 136 radach ugrupowanie to obsadziło ostatecznie aż 1454 miejsca, przy 1068 dla laburzystów, 801 dla torysów i 587 dla Zielonych (ci odnotowali wzrost stanu posiadania o 411). A jeszcze w 2017 r. tradycyjnie dominujące ugrupowania – Partia Pracy i Partia Konserwatywna – potrafiły podzielić rady niemal wyłącznie między siebie, zdobywając łącznie 82 proc. głosów.
Tym razem jednocześnie z organami lokalnymi wybierano także parlamenty Szkocji i Walii. W tym pierwszym największą partią jest (bez zaskoczenia) centrolewicowa i prounijna Szkocka Partia Narodowa (SNP) z 57 mandatami, ale Reform UK wskoczyła na drugie miejsce (ex aequo z
