Lewica powinna przemyśleć swoje podejście do Unii
Prawica regularnie przedstawia Brukselę jako projekt lewicowy, czasem wręcz „eurokomunistyczny”, choć to po prostu nieprawda
Z Arturem Troostem rozmawia Krzysztof Katkowski
Dlaczego w Polsce nie mamy porządnej, eurosceptycznej lewicy?
Artur Troost, doktorant na Uniwersytecie Warszawskim. Absolwent historii i socjologii, w pracy naukowej koncentruje się na dziejach najnowszych Europy Zachodniej. Publicysta „Krytyki Politycznej”. Autor książki „Utracony kompas. O europejskiej lewicy”
Artur Troost, doktorant na Uniwersytecie Warszawskim. Absolwent historii i socjologii, w pracy naukowej koncentruje się na dziejach najnowszych Europy Zachodniej. Publicysta „Krytyki Politycznej”. Autor książki „Utracony kompas. O europejskiej lewicy”
Myślę, że wynika to przede wszystkim z tego, iż Polska przez lata należała do najbardziej proeuropejskich krajów w Europie. Poparcie dla Unii sięgało nawet 90 proc., bo wejście do UE miało dla nas charakter aspiracyjny. Chodziło o dołączenie do Zachodu, do światowej pierwszej ligi, więc na Unię patrzono trochę przez różowe okulary. To zaczęło się zmieniać dopiero po kilkunastu latach członkostwa, wraz z konfliktami między polskimi rządami a Brukselą. Młodsze pokolenie nie pamięta Polski sprzed wejścia do UE, więc argument o skoku cywilizacyjnym nie działa już na nie tak mocno. Dlatego sądzę, że eurosceptycyzm będzie w Polsce rósł, także po lewej stronie. Ale to prawda, że do tej pory nie istniał znaczący eurosceptycyzm lewicowy. Owszem, były środowiska anarchistyczne czy partie typu KPP, ale główny nurt lewicy, czyli choćby Nowa Lewica i Razem, pozostaje umiarkowany i proeuropejski, wpisujący się w tradycję europejskiej socjaldemokracji.
