Hipokryzja imigracyjna
Jeśli rządy chcą się zachować poważnie, to muszą zdecydować: albo stworzyć więcej legalnych ścieżek dla imigracji, albo karać pracodawców za nielegalne zatrudnianie cudzoziemców
Z Heinem de Haasem rozmawiają Fatima Zahra Znioi i Sebastian Stodolak
Hiszpania niedawno zalegalizowała pobyt ok. 500 tys. nieudokumentowanych imigrantów. Krytycy mówią, że taka decyzja zachęci kolejne rzesze ludzi do nielegalnego wjazdu na teren Unii Europejskiej. Czy te obawy są słuszne?
Hein de Haas, socjolog specjalizujący się w badaniu migracji, profesor Uniwersytetu Amsterdamskiego, autor książki „Migracja bez mitów. Wszystko, co trzeba wiedzieć o najbardziej spornej kwestii w polityce”
Hein de Haas, socjolog specjalizujący się w badaniu migracji, profesor Uniwersytetu Amsterdamskiego, autor książki „Migracja bez mitów. Wszystko, co trzeba wiedzieć o najbardziej spornej kwestii w polityce”
Na Zachodzie istnieje długa tradycja legalizowania pobytu. Stany Zjednoczone przeprowadziły ogromną legalizację już w 1986 r.
I to za czasów republikańskiego prezydenta.
Dokładnie. A dzisiaj zdarza się to w krajach takich jak Portugalia czy Francja. To powszechna praktyka. Sam fakt, że legalizację uznaje się co jakiś czas za konieczność, ujawnia lukę. Oficjalny przekaz polityczny brzmi: chcemy wysoko wykwalifikowanych imigrantów, nie chcemy niżej wykwalifikowanych pracowników spoza Europy. I choć zgodnie z tym przekazem projektowane są polityki migracyjne, to ci niżej wykwalifikowani i tak przyjeżdżają, tyle że często omijają system. Ten rozdźwięk pojawia się we wszystkich krajach Europy. Rzecz w tym, że systemy demokratyczne nie są w stanie długo tolerować dużej liczby ludzi bez statusu prawnego. W pewnym momencie zawsze pojawia się bodziec do legalizacji. Akurat Hiszpania ma najbardziej otwarte, pragmatyczne podejście. Przecież kiedy migranci dostają dokumenty, państwo czerpie większe wpływy z podatków.
