bezpieczeństwo
Dronowa współpraca z przeszkodami
Kuleje polsko-ukraińska współpraca, której jedną z konsekwencji miało być powstanie armady dronowej. Politycy przyznają, że nasz sąsiad niechętnie dzieli się wojennymi doświadczeniami. Jednym z powodów jest spór o historię
Ukraiński żołnierz z dronem typu Hornet
Rozpoczęcie procesu tworzenia armady dronowej ogłosił pod koniec kwietnia premier Donald Tusk w trakcie rzeszowskiego spotkania przygotowującego Konferencję Odbudowy Ukrainy. W obecności ukraińskiej premier Julii Swyrydenko szef polskiego rządu zadeklarował, że udało nam się „zbudować model relacji, w którym Ukraina też może coś dać”.
– Z wielką satysfakcją mogę ogłosić, że polski plan budowy armady dronowej będzie wspierany przez myśl techniczną i kompetencje dronowe naszych ukraińskich przyjaciół – powiedział Donald Tusk. Nie minęły dwa miesiące od wypowiedzenia tych słów, a wzajemne relacje uległy ochłodzeniu. Po nadaniu ukraińskiej jednostce wojskowej imienia Bohaterów UPA oraz wzajemnym odbieraniu i zrzekaniu się odznaczeń państwowych z problemami zaczęła się też borykać współpraca w dziedzinie dronów. Uwidocznił to przykład myśliwców MiG-29, które Polska miała przekazać Ukrainie w zamian za drony. Jak wyjawił na antenie Polsat News wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz, strona ukraińska wycofała się z wcześniejszych ustaleń.
