Granice, których nie widać
Granica nie musi zabijać ani więzić, wystarczy, że ograniczy dostęp – do szkoły, pracy, do sieci kontaktów. Resztę zrobi czas
Granice kojarzą się z mapami lub kontrolą paszportów. Lecz te, które zmieniają ludzkie życie, zwykle nie mają oznaczeń ani strażników. Bywają niewidoczne. Czasem to ulica. Czasem decyzja administracyjna. A czasem czyjeś terytorium, na które lepiej nie wkraczać.
Badanie Raja Chetty’ego oraz Nathaniela Hendrena (obaj z Uniwersytetu Harvarda), wykorzystujące dane 5 mln amerykańskich rodzin, pokazuje prawidłowość: każdy rok dzieciństwa w lepszej okolicy podnosi przyszłe zarobki średnio o 0,5 proc. Autorzy porównali rodziny przeprowadzające się w różnym czasie, żeby wyodrębnić efekt ekspozycji – realny wpływ sąsiedztwa, a nie tylko fakt, że bogatsi rodzice wybierają dogodniejsze miejsca do zamieszkania. Efekty te są liniowe – im wcześniej dziecko przeprowadzi się do lepszego środowiska, tym lepsze osiągnie wyniki w przyszłości. Nie ma tu magii, jest tylko codzienny wpływ otoczenia. Dzieci mieszkające kilka ulic dalej trafiają do innych szkół, czerpią z innych wzorców i budują inne sieci kontaktów.
