Wiatr zasiano, burza na horyzoncie
Spora część naszej klasy politycznej wciąż rywalizuje w kategorii „kto bardziej dołoży Ukraińcom”. To ma swoje uboczne skutki – m.in. taki, że odjeżdżają nam kolejne szanse na bycie graczem w regionalnym środowisku bezpieczeństwa.
Puchar przechodni zagarnął ostatnio Przemysław Czarnek. Złożył wniosek, by Sejm specjalną uchwałą zobowiązał rząd do blokowania procesu akcesji Ukrainy do Unii Europejskiej – a na dokładkę oświadczył, że powinniśmy wymóc na naszych sojusznikach z UE i NATO, by „zaprzestać na ten moment finansowania w jakikolwiek sposób zbrojeń na Ukrainie i odbudowy Ukrainy”. Zaproponował więc w gruncie rzeczy, by spełnić największe marzenie Kremla, a przy tym zapewnić wygodne alibi tym wszystkim siłom w Europie, które marzą o powrocie do status quo sprzed rosyjskiej napaści na Ukrainę i możliwości obwinienia o to Polski.
Kandydata PiS do roli premiera za tę szarżę natychmiast ostro skrytykowali w mediach społecznościowych ludzie z medialnego i eksperckiego zaplecza partii, m.in. Agnieszka Romaszewska, Dawid Wildstein czy Przemysław Żurawski vel Grajewski – wszyscy od lat mocno i szczerze zaangażowani w budowę strategicznej kooperacji Polski z Ukrainą oraz powstrzymywanie moskiewskiej agresji w Europie. Po tej samej stronie opowiedział się tym razem Jarosław Kaczyński, oświadczając, że pomoc dla Ukrainy była i jest sprawą „kluczową z punktu widzenia polskiej racji stanu i naszego bezpieczeństwa”, oraz zapowiadając, że „sprawa wypowiedzi (…) Czarnka zostanie wyjaśniona przez kierownictwo partii”.
