Historia kołem się toczy?
Ludzie mają naturalną skłonność do szukania analogii, spoglądania w przeszłość i prób przewidywania przyszłości. To wpisane również w pracę ekonomisty. Ostatnio sięgnąłem po książkę autora, który broni tezy o cykliczności historii i pokazuje, że na przykładzie Ameryki można dostrzec powtarzające się wzorce. Od dłuższego czasu mam wrażenie, że znajdujemy się u schyłku pewnej epoki, choć wciąż trudno ją jednoznacznie nazwać. Dlatego uważam, że warto przyjrzeć się jego teoriom.
Neil Howe, amerykański historyk pokoleń, od 30 lat przekonuje, że historia nie rozwija się linearnie, lecz przebiega w powtarzalnym rytmie czterech faz, które nazywa turnings, czyli przesileniami/zwrotami. W książce „Czwarty zwrot już nadszedł” twierdzi, że świat zachodni wszedł właśnie w czwartą, najtrudniejszą fazę cyklu – okres kryzysu, z którego wyjdzie dopiero w połowie lat 30. XXI w.
Rzymskie saeculum
Howe zaczyna opowieść nie od USA, lecz od starożytności. To Etruskowie, a później Rzymianie, posługiwali się pojęciem saeculum, oznaczającym długość ludzkiego życia i naturalny cykl dziejów, trwający ok. 100 lat. Rzymianie wierzyli, że ich państwo przetrwa 12 cykli, a zakończenie każdego obchodzili igrzyskami sekularnymi. Jak zauważa Howe, ta przepowiednia okazała się zaskakująco trafna: złupienie Rzymu przez Alaryka w 410 r. nastąpiło niemal dokładnie w momencie wyznaczanym przez tradycyjną rachubę 12 saecula.
