Przetrwać za wszelką cenę
Negocjacje przyniosły przełom: Hamas zgodził się na rozbrojenie. Ale czy to oznacza koniec działalności palestyńskich radykałów?
Pogrzeb członków rodzin Abu Szaria i al-Hasajna. Gaza, 4 sierpnia 2026 r.
O wszystkim można rozmawiać, ale sprawa broni jest skomplikowana – dowodził w rozmowie z izraelskim portalem Ynet News Hussam al-Astal, przywódca milicji z miasteczka Chan Junus. – Od dawna doskonale wiem, że dla Hamasu oddanie broni jest niemożliwością. Oni dobrze wiedzą, że gdyby ją oddali, nawet nie my, ale zwykli ludzie by ich pozabijali. To porozumienie się nie utrzyma – prorokował.
To samo powtórzył izraelskim dziennikarzom watażka ze Strefy Ghassan al-Duhaini, lider antyhamasowskiego ugrupowania Siły Ludowe, nazywanego też milicją Abu Szabab. – Ci, którzy są tutaj z nami, niczego nie oddadzą – skwitował. Inna sprawa, że jego milicja liczy na to, że Izrael i USA utorują jej drogę do władzy. – Domagamy się, żeby broń oddały też klany. Wszystkie klany czy rodziny, które odmawiają nawiązania kontaktu z Izraelem, służą Hamasowi – dorzucił.
Na tym wydaje się polegać dziś gra w Strefie Gazy: przy stoliku jest izraelska armia, Hamas i wachlarz mniej lub bardziej silnych palestyńskich ugrupowań, które liczą na to, że trumpowska Rada Pokoju i Izraelczycy ukręcą Hamasowi łeb i stworzą warunki dla nowego otwarcia w walce o władzę w enklawie. W tym układzie decyzja o rozbrojeniu wydaje się grą na czas potrzebną dla przegrupowania się, rozprawy z rywalizującymi frakcjami, doczekania wyborów w Izraelu. Taką interpretację wydaje się potwierdzać fakt, że o porozumieniu poinformował Biały Dom, zaś hamasowcy – jak zwykle – swoje stanowisko przedstawiają możliwie mętnie. – To wyjątkowa faza w palestyńskiej historii. Z powodu wymuszonej konieczności, trudnych okoliczności w Gazie, akceptujemy to porozumienie. Ale myślę, że jako Hamas, mogę potwierdzić, że nie zmieniliśmy mentalności. Działania na rzecz zakończenia okupacji to nasza święta misja – mówił rzecznik ugrupowania Ghazi Hamad, odpowiadając na pytania brytyjskiego dziennikarza.
