Muzyka dla niedowierzających
Czy w zalewie amerykańskich „christmasów” polskie piosenki świąteczne mają szansę się przebić?
Koncert świąteczny Mariah Carey, który 20 grudnia pokaże telewizja CBS
Wchodzę do galerii handlowej na ostatnie zakupy przed Wigilią. Pod ogromnymi ozdobami, jakby wyjętymi z reklamy Coca-Coli, przewija się tłum spóźnialskich. Z głośników sączy się „It’s Beginning to Look a Lot Like Christmas” (albo łudząco podobny do kompozycji Mereditha Wilsona utwór na licencji), w tle słychać śmiechy dzieci i szelest toreb. Spokojna melodia jest jak ironiczny soundtrack do świątecznego chaosu. W samochodzie bezwiednie kiwam się do „Last Christmas”. I jak zwykle przypominam sobie, że to nie jest świąteczna piosenka. W domu, przy choince, rozbrzmiewa całkiem inna muzyka. Słowa i melodie kolęd, które znamy od dziecka, przepełniają spokój i powaga.
Te dwie świąteczne ścieżki dźwiękowe – jedna pulsująca zachodnim popem, druga pełna patosu – współistnieją od dekad. Czy się uzupełniają? A może coś tracimy, gdy w grudniu ciągle krąży nam w głowach refren „All I Want for Christmas Is You”? Nie twierdzę, że Mariah Carey przybywa każdego roku jak Grinch, by odebrać nam polskie święta. To raczej pytanie o balans: czy budując uniwersalną bożonarodzeniową atmosferę za pomocą takich utworów jak „Rockin’ Around the Christmas Tree”, nie zatracamy tego, co specyficzne dla naszych świąt? Czy w czasach, gdy piosence trudno jest zapewnić życie dłuższe niż rok, da się odnaleźć świąteczną „muzykę środka”, która obroni się masowo?
