rozmowa
Udział płac w PKB wyraźnie maleje
Możdżeń: Inflacja najbardziej daje w kość najbiedniejszym. Nadzwyczajne korzyści osiągają natomiast duże podmioty ze strategicznych sektorów gospodarki, jak górnictwo, energetyka czy handel, które podbijają marże

Michał Możdżeń, ekonomista i politolog z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, członek Polskiej Sieci Ekonomii
Michał Możdżeń, ekonomista i politolog z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, członek Polskiej Sieci Ekonomii
W jakim stanie znajduje się dziś nasza gospodarka?
To w dużej mierze funkcja tego, co się dzieje w gospodarce światowej. Różni nas jednak istotna w porównaniu z innymi zależność od energii, jej duży udział w produkcji i konsumpcji. Dlatego ceny rosną nam bardziej niż w innych krajach. To też wpływa negatywnie na saldo obrotów bieżących i handlowych. Od Zachodu różni nas też, nawet bardziej niż inne kraje regionu, niski udział płac w PKB. Oznacza to niższe dochody gospodarstw domowych. W innych państwach ludzie mają większe oszczędności. Ostatnie dane GUS są niepokojące, wskazują jeśli nie na recesję, to na duże spowolnienie. A w Polsce tradycyjnie wiązało się ono ze wzrostem bezrobocia, choć jego wskaźniki ciągle wyglądają nieźle. Z niepokojem patrzę też na inflację. To wciąż kluczowy problem, bo powoduje gwałtowną, niekontrolowaną redystrybucję zasobów. Biorąc pod uwagę malejącą realną siłę nabywczą, inflacja najbardziej daje w kość najbiedniejszym. Nadzwyczajne korzyści osiągają natomiast duże podmioty ze strategicznych sektorów gospodarki, jak górnictwo, energetyka czy handel, które podbijają marże. Opublikowane w ostatnich dniach dane GUS na temat rentowności przedsiębiorstw pokazują ich rekordowe zyski, które ciągle rosną, mimo że już bardzo urosły w poprzednich kwartałach. Na inflacji korzysta także rząd, uzyskując tzw. premię inflacyjną, czyli dodatkowe w porównaniu z planowanymi w budżecie dochody. Rządzący mogą - i robią to w Polsce regularnie - arbitralnie rozdawać te dodatkowe wpływy swoim wyborcom. Odbywa się to kosztem budżetówki, bo zaniżane prognozy inflacyjne, zakładane w budżecie, umożliwiają rządowi ignorowanie jej żądań płacowych. Waloryzacja wynagrodzeń w budżetówce zwykle jest powiązana z planowaną inflacją. W tegorocznym budżecie zapisano inflację na poziomie 3,3 proc., a mamy ponad 15 proc.




