budownictwo
Firmy walczą o kontrakty w Ukrainie
Mimo wojny wykonawcy z Polski zaczynają walczyć o kontrakty za wschodnią granicą. Mirbud jest bliski zdobycia pierwszego zlecenia, Budimex zapowiada start w przetargach PPP

Polskich wykonawców odstraszają zazwyczaj nie tylko działania wojenne, lecz także wszechobecna korupcja i zupełnie odmienny system przetargów. Mimo to niektóre firmy próbują zdobywać kontrakty w Ukrainie. Zdeterminowany wydaje się zwłaszcza Mirbud, który od 2018 r. ma tam zarejestrowany oddział.
Choć firma składała oferty w przetargach już od jakiegoś czasu, dopiero teraz jest bliska zdobycia pierwszego kontraktu. Chodzi o budowę wielopoziomowego węzła drogowego niedaleko Równego. Krzyżują się tam ważne trasy – M06, która biegnie z Kijowa w stronę Lwowa i dalej rozwidla się w stronę Polski i Węgier, oraz M19 prowadząca z Brześcia przez Kowel w stronę Czerniowiec i granicy z Rumunią. – Złożyliśmy najkorzystniejszą ofertę, przetarg jest finansowany przez Europejski Bank Inwestycyjny, a zamawiającym jest Państwowa Agencja ds. Odbudowy i Rozwoju Infrastruktury Ukrainy – mówi Paweł Bruger, rzecznik Mirbudu. Firma zakłada, że w razie wygranej roboty zacznie jeszcze w tym roku, pomimo trwających działań wojennych. Spółka chce się wspierać ukraińskimi podwykonawcami, z Polski ma być delegowana głównie kadra inżynierska.
Jednocześnie firma przygotowuje dwie oferty w innych przetargach drogowych. Oba finansuje Europejski Bank Budowy i Rozwoju, a zamawiającym, tak jak w poprzednim przypadku, jest państwo. Pierwsze postępowanie dotyczy kapitalnego remontu 32-kilometrowego odcinka wspomnianej drogi M06 Kijów–Lwów na wschód od Równego. Drugiego dotyczy 7-kilometrowego fragmentu tej samej trasy.
Na zlecenia w Ukrainie liczy też Budimex. Firma zakłada jednak, że kontrakty zacznie realizować po zakończeniu działań wojennych. Budimex też ma biuro w Ukrainie i szuka tam partnerów, z którymi będzie mógł wspólnie realizować inwestycje. Artur Popko, prezes spółki, przyznaje w rozmowie z DGP, że firma przygotowuje się przede wszystkim do zapowiadanych przez ukraiński rząd przetargów w formule partnerstwa publiczno-prywatnego. – Ukraina startuje już w tym trybie z realizacją autostrady M15 z Odessy w kierunku Rumunii. Zlecono przygotowanie studium wykonalności. Z kolei po konferencji w Gdańsku wiemy, że rząd Ukrainy do końca roku planuje ogłosić 15 postępowań w formule PPP. Te kontrakty bardzo nas interesują – mówi Artur Popko. Zapowiadane postępowania dotyczą inwestycji w portach morskich, przebudowy węzłów kolejowych czy rozbudowy korytarzy drogowych w stronę granicy UE.
Wiceminister odbudowy, infrastruktury i transportu Ukrainy Serhij Derkacz w połowie lipca przyznał, że w formule PPP są szykowane choćby przetargi na rozbudowę dróg prowadzących ze Lwowa do przejść z Polską w Medyce czy w Hrebennem. Wartość tych inwestycji może sięgnąć 730 mln dol. Planowana jest też rozbudowa drogi z Łucka do granicy z Polską w Dorohusku. Wskazał, że w tych przedsięwzięciach mogłyby wziąć udział m.in. firmy z Czech czy Polski.
Artur Popko przyznaje, że proces wyboru firm w przetargach PPP zwykle trwa długo. Przykładowo w przypadku Czech, gdzie Budimex wspólnie z partnerami został oceniony najwyżej w postępowaniu na realizację autostrady D35, przygotowanie oferty trwało dwa lata. – Jeżeli dziś zaczniemy przygotowywać wszystkie dokumenty i zdobywać finansowanie pod projekty PPP w Ukrainie, to wierzę, że do czasu przejścia do fazy realizacji działania wojenne już się zakończą – mówi Popko.
Wiele innych firm na razie przygląda się rozwojowi sytuacji. – Dla generalnych wykonawców wciąż jest dużo barier – choćby to, że nie respektuje się polskich i unijnych certyfikatów dotyczących projektantów czy inżynierów. Cały czas brakuje też realnego wsparcia polskiego rządu – mówi Marcin Lewandowski, wiceprezes NDI.
Damian Kaźmierczak, wiceprezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa, przyznaje, że rodzime spółki budowlane przyglądają się Ukrainie, ale na razie można je policzyć na palcach jednej ręki. I na dodatek robią to z dużą ostrożnością. – Rynek ukraiński sondują przede wszystkim na własną rękę, z pełną świadomością ryzyk, z jakimi zetkną się, gdy zaczną realizować inwestycje na miejscu, czyli wszechobecnej korupcji i niesprzyjającego klimatu biznesowego. Interesują je przede wszystkim projekty współfinansowane przez instytucje międzynarodowe, takie jak: EBOiR, EBI czy ONZ, a więc realizowane zgodnie z ich procedurami i standardami. Pozwala to ominąć mętny system zamówień publicznych w Ukrainie – mówi Kaźmierczak.
Dodaje, że polskiemu biznesowi brakuje systemowego wsparcia państwa. – Dziś jest ono bardzo wybiórcze i selektywne, a polskie instytucje działają bez koordynacji, silnych narzędzi, planu i determinacji – zupełnie wbrew zapewnieniom polityków, którzy próbują przekonywać nas, że wszystko działa tak, jak należy – zaznacza. ©℗
Rynek ukraiński firmy sondują na własną rękę, z pełną świadomością ryzyk w postaci wszechobecnej korupcji i niesprzyjającego klimatu biznesowego
Krzysztof Śmietana
Dziennikarz w DGP. Pisze głównie o transporcie, dużych inwestycjach publicznych, branży budowlanej a czasem także o motoryzacji




