Przepis na grecką tragedię
Wiosną 1941 r. Kreta stała się areną zaciętych walk, o których do dzisiaj zapisano tysiące stron. Tematem rzadko poruszanym jest koszmar ludności cywilnej zgotowany i przez agresora, i przez sojusznika

Słońce nie zdążyło jeszcze wzejść nad Attyką, gdy setki ciężarówek jedna po drugiej wjeżdżały na tamtejsze lotniska. Każde z nich w ostatnich dniach powiększono i oczyszczono ze zniszczeń powstałych w trakcie toczonych miesiąc wcześniej walk. W powoli rozrzedzającym się mroku kilka tysięcy niemieckich spadochroniarzy przesiadało się z samochodów do transportowych Junkersów Ju 52. Operacja przebiegała sprawnie, ale tylko do startu pierwszych samolotów. Kurz pokrywający pasy startowe wzbił się, ograniczając pilotom widoczność. W efekcie zamiast podrywać się do lotu w minimalnych odstępach czasu, załogi czekały, aż znowu będą widzieć dalej niż na kilka metrów. Gdy pierwsza fala spadochroniarzy w komplecie wyruszyła w stronę Krety, zaczynał się wtorek 20 maja 1941 r. Dramatu dzień pierwszy.
Śniadanie pod bombami
Niewiele wcześniej wyspa została zbombardowana. Nie cała, a tylko wybrane miejsca obsadzone przez greckich, brytyjskich, australijskich i nowozelandzkich żołnierzy. Ci przyzwyczaili się już do ciągnących się od kilku tygodni porannych wizyt niemieckich lotników i towarzyszących im eksplozji. Do tego stopnia zaakceptowali to jako powtarzalny element codzienności, że – jak zanotowano w dzienniku bojowym jednego z oddziałów – „jak tylko samoloty znikały nad morzem, wszyscy ruszali na śniadanie, które było przygotowywane podczas nalotu”.
Nie wiedzieli, że tym razem jest to wstęp do czegoś większego. Sprawę z tego zdawało sobie zaledwie kilka osób, wśród nich 52-letni Nowozelandczyk, z wykształcenia dentysta, gen. Bernard Freyberg, dowódca mających bronić Krety sił Creforce. Krótko przed godz. 8 usiadł do śniadania. Towarzyszący mu oficer spojrzał w pewnym momencie na niebo upstrzone niezliczonymi samolotami niemieckimi, od których po chwili zaczęły się oddzielać małe, białe punkciki – spadochroniarze. Mężczyzna miał poczucie, że przerwanie generałowi śniadania, nawet w takiej sytuacji, mogłoby zostać uznane za mało eleganckie. Milczał więc. W końcu tamten uniósł wzrok, sprawdził godzinę na zegarku i rzucił: „Są cholernie punktualni”. Po chwili wrócił do jedzenia.

