Festiwale: zysk nie jest miarą sukcesu
Kultura na wysokim poziomie może się okazać żyłą złota, ale… niekoniecznie dla organizatorów. Samorządy, dopłacając do tych przedsięwzięć, nie liczą na bezpośredni zwrot zainwestowanej sumy - finansowy zysk nie jest tu miarą sukcesu. Przede wszystkim liczy się promocja, która napędza obroty w turystyce. Co ważne, na wydarzeniach kulturalnych najwięcej zarabiają mieszkańcy: lokalne firmy (hotele, właściciele mieszkań na wynajem, branża gastronomiczna, korporacje taxi itd.). Dla przykładu, tylko podczas czterech festiwali Kraków dostaje co roku zastrzyk ekonomiczny w postaci ok. 19 mln zł. W Lublinie przyjezdni zostawili już aż 75 mln zł.
Miasta współpracują z organizatorami festiwali najczęściej na kilka sposobów: najczęściej angażują się finansowo w postaci albo dotacji na konto podmiotu organizującego, albo pokrywają bezpośrednio część kosztów organizacyjnych lub np. udostępniają teren na organizację wydarzenia.
Większe zatrudnienie
Jak zauważa , dyrektor Krakowskiego Biura Festiwalowego, w raporcie „Krakowskie festiwale muzyczne a potencjał kreatywny i gospodarczy miasta”, wydarzenia kulturalne - nie tylko te festiwalowe - współtworzą markę i atmosferę miasta, wpływają na jego finanse, wywierają mierzalny wpływ zarówno na mieszkańców, jak i turystów, w sferze jakości życia, ekonomicznej czy intelektualnej.
