Szefie, mamy problem
Jak uczyć samodzielnego myślenia i działania? Zdarza się, że w natłoku spraw do załatwienia szef zespołu zastanawia się nad wyborem: zrobić coś samemu, bo czas nas goni, bo będzie szybciej i lepiej, czy jednak tłumaczyć, wymagać, czekać, aż pracownik zrobi coś sam. Przyjrzyjmy się, jakie są skutki obydwu tych działań w dłuższym czasie.

Kilka tygodni temu po raz kolejny usłyszałam z ust kolejnego już klienta, że nie ma na nic czasu, a ludzie to generalnie nie myślą. Był autentycznie wyczerpany, a jego czas pracy dawno przekroczył dozwolone prawem ramy. Jako że pozwalam sobie mieć inne zdanie na temat myślenia ludzkości, zaczęłam drążyć temat, zadając mnóstwo pytań: w jakich sytuacjach ma to miejsce, po czym poznaje, że ludzkość – to znaczy pracownicy nie myślą?
Usłyszałam, że pracownikom nie chce się samodzielnie myśleć i on musi myśleć za nich. Powoli doszliśmy do meritum sprawy. Co się dzieje, gdy przychodzi do nas (szefa, menedżera, przełożonego) pracownik i słyszymy tytułowe: „Szefie, mamy problem”? Z reguły pytamy: „Co się stało?”, i rzucamy się do generowania odpowiedzi, podpowiedzi, rozwiązań. Dla celu, zadania czy problemu to nawet nieźle, bo zajmują się nim już dwie osoby. Tylko czy na pewno
