Bezzębny putinizm
Ukraina, państwo wolnych ludzi, obnażyło pustkę ideologii, którą od objęcia władzy promuje rosyjski prezydent

Budynek administracji ukraińskiego prezydenta pełni teraz przede wszystkim funkcję papierka lakmusowego, którym można mierzyć brak postępów rosyjskiej ofensywy. Wołodymyr Zełenski przechadzający się przed Domem z Chimerami to sygnał, że jest spokojnie. Gdy go nie ma, to znak, że warto poszukać schronu. Zełenski na ulicy Bankowej jest nieogolony i ubrany po wojskowemu. Choć jest tu wszystko, co potrzebne do normalnego funkcjonowania, woli tryb wojenny. Gdyby chciał, mógłby założyć garnitur. Ale on, aktor, gra rolę życia. I doskonale się w niej odnajduje.
Mimo zmęczenia żartuje z dziennikarzami, nie ma w nim pretensjonalnej pozy Emmanuela Macrona, paradującego w bluzie jednostki spadochronowej. Ukrainiec przyjmuje nielicznych, zagranicznych gości. Skraca dystans. Nagrywa orędzia. Apeluje i szydzi. Jeśli Władimir Putin będzie tu szukał drugiego bunkra Hitlera, który trzeba będzie zdenazyfikować, zawiedzie się. Dziś na Bankowej jest wszystko to, czego boi się Rosja – dystans mimo powagi sytuacji, wolność, lekkość i wola walki do końca. Aż Kreml zrozumie, że nie było warto.


