Wywiad
Gratulowali mi też starzy sędziowie
Zbigniew Kapiński: To nie jest tak, że starzy sędziowie to monolit. Są wśród nich osoby, które widzą, że sprawy zaszły za daleko. Wydaje się, że są nawet w większości
Na stanowisko I prezesa Sądu Najwyższego został pan powołany w zeszły poniedziałek. Wielu wskazuje, że w zasadzie po cichu. Nie przeszkadzało panu, że uroczystość odbyła się bez obecności mediów, a fakt ten został potem zakomunikowany po prostu na konferencji prezydenckiego rzecznika?

Zbigniew Kapiński, I prezes Sądu Najwyższego
Zbigniew Kapiński, I prezes Sądu Najwyższego
Myślę, że wcześniejsze powołania przebiegały w zbliżony sposób. Spodziewaliśmy się również tego, że uroczystość odbędzie się albo w poniedziałek, albo we wtorek z uwagi na wcześniejszą zapowiedź prezydenckiego ministra Zbigniewa Boguckiego, który wskazywał, że Pałac Prezydencki zmieści się w terminie końca urzędowania poprzedniej I prezes SN. Tak też się stało, a więc ciągłość kierownictwa została zachowana.
Sama procedura była jednak dość zaskakująca. O powołaniu poinformowano po fakcie, zdjęcie pana z prezydentem opublikowano dopiero po jakimś czasie.
Byłem gościem zaproszonym przez pana prezydenta, więc nie miałem wpływu na to, w jakiej ostatecznie formule odbędzie się uroczystość. Uczestniczyli w niej członkowie mojej rodziny, mieli czas, żeby dojechać i uważam, że wszystko to odbyło się w eleganckim, podniosłym stylu.




