Wszyscy zarabiają. Najwięcej Trump
Amerykańscy prezydenci rzadko odchodzili z urzędu z pustymi kieszeniami, ale żaden nie obławiał się tak bezwstydnie jak Donald Trump

Mar-a-Lago, luksusowy ośrodek wypoczynkowy i prywatna rezydencja Donalda Trumpa, to od kilku sezonów najgorętszy adres wśród konserwatywnych elit. Dziesiątki kurortów na Florydzie oferują prywatne plaże, pola golfowe, spa i fine dining, ale tonący w złoconym przepychu kompleks kusi nie tylko udogodnieniami premium, lecz przede wszystkim szansą na zaczepienie się w kręgu towarzyskim prezydenta. Choć na kartę członkowską trzeba wyłożyć milion dolarów, kolejka oczekujących liczy podobno setki nazwisk. W czasie kampanii darczyńcy zostawiali w Mar-a-Lago małe fortuny na kolacjach fundraisingowych, a tuż po wyborach pielgrzymowali tam oligarchowie z Doliny Krzemowej, by złożyć hołdy gospodarzowi. Od zaprzysiężenia nazywana „zimowym Białym Domem” posiadłość przeżywa rekordowe oblężenie: w 2025 r. jej przychody sięgnęły 77,5 mln dol., o ponad połowę więcej niż rok wcześniej. Biznesową wartość prezydentury widać jeszcze ostrzej, gdy cofniemy się do roku 2014, ostatniego przed wkroczeniem Trumpa na główną scenę Waszyngtonu. Klub zarobił wówczas „tylko” 15 mln dol. Jego właściciel nie miał skrupułów w wyciskaniu politycznej dywidendy: między pierwszą a drugą inauguracją wpisowe poszło w górę 10-krotnie. Boom przeżywa nie tylko Mar-a-Lago. Od Palm Beach przez Szkocję po Dubaj zbudowane przez prezydenta imperium golfowo-hotelowe zarobiło w zeszłym roku ok. 491 mln dol. (wzrost o 15 proc.).

