Gębon czyta akta Epsteina
Brawo, to nie lada sztuka. Tak odtajnić sprawę, by uczynić ją równie mętną jak wcześniej. Ostatecznie zamiast zdusić teorie spiskowe, tylko je podsycić.
Jest w „Cyberiadzie” Stanisława Lema bajka, w której Klapaucjusz i Trurl, dwie podróżujące przez kosmos myślące maszyny, napotykają niebezpiecznego Gębona. Zbójcę, którego charakteryzowała „łapczywość bezmierna wiedzy wszelakiej”. Duet konstruktorów pokonuje go, zasypawszy lawiną informacji, w żaden sposób niewyselekcjonowanych. Gębon dopadł do lektury i czytał: „że córka króla Petrycego z Labaudii zwała się Garbunda, i co jadł na drugie śniadanie Fryderyk II, król bladawców, nim wojnę wypowiedział Gwendolinom, i ile powłok elektronowych liczyłby sobie atom termionolium, gdyby taki pierwiastek był możliwy”. W tym czasie Klapaucjusz i Trurl bezpiecznie odlecieli.




