Dyskurs demokratyczny, lecz bardziej zafałszowany
Mowa w tytule o ogólnym dyskursie prawniczym. Kilkadziesiąt lat temu toczył się znacznie wolniej, między fachowcami, w mediach drukowanych, na łamach wyspecjalizowanych czasopism. Przy powszechnie dostępnej komunikacji elektronicznej dyskurs przyspieszył i się zdemokratyzował. Niby komplement – ale dwuznaczny. Wiedza o prawie trafia wprawdzie pod strzechy, lecz zarazem jej publicystyczna, nieweryfikowana powierzchowność wypiera dawną, nobliwą etykietę opinii kształtowanej w akademickich sporach. Naznaczony polityką i poszukiwaniem rozgłosu dyskurs chłonie dyletanctwo i interesowną manipulację. Bywa aż nazbyt często „politycznym złotem” i narzędziem władzy pieniądza. W sposób równie oczywisty, co negatywny, przenika w tej postaci do prawników praktykantów, których świadomość zawodową powinna kształtować zweryfikowana wiedza fachowa i solidna dogmatyka prawa, a nie to, co hałaśliwie i sensacyjnie głoszą gazety i media społecznościowe.



