Sprawa wyobraźni
Baliśmy się, że AI stanie się samoświadoma, wymknie się spod kontroli i będzie nami rządzić. Nie spodziewaliśmy się, że zacznie pisać wiersze

Krytyków sztucznej inteligencji najłatwiej znaleźć pośród artystów. Amerykańska aktorka i pisarka Justine Bateman nazwała AI „jednym z najgorszych pomysłów, na jaki wpadło społeczeństwo”, który „zniszczy ludzi, zanim zrobi to bomba atomowa”. Szkocki pisarz Ewan Morrison (autor „Dla Emmy”) uważa, że AI to po prostu „produkt oszalałych kapitalistów”. Niektórzy artyści pozywają nawet twórców sztucznej inteligencji do sądu o naruszenie praw autorskich. Mowa o tak prominentnych artystach jak George R. R. Martin, którego saga „Pieśń Lodu i Ognia” zainspirowała serial „Gra o tron”, czy autor thrillerów John Grisham. Osobom tym nie sposób odmówić inteligencji, wnikliwości i wiedzy. Ich obawy zatem warto wziąć na serio, pamiętając jednak o tym, że strach przed AI w sztuce może zwiększać to, że ludzkość została wzięta z zaskoczenia.
Niespodziewany zwrot akcji
Popkulturowe wyobrażenia o AI zwykle nie uwzględniały twórczości artystycznej, koncentrując się raczej na potędze obliczeniowej superkomputerów. Symbolem tego trendu jest choćby komputer HAL 9000 z „2001: Odysei kosmicznej' Arthura C. Clarke’a, która to maszyna chciała uśmiercić załogę statku kosmicznego w wyniku błędnej kalkulacji i sprzecznych poleceń, a nie własnej spaczonej fantazji. Albo Mike, komputer rewolucjonista, przewodził buntowi księżycowej kolonii w powieści „Luna to surowa pani” Roberta A. Heinleina.
W tym technokratycznym dyskursie twórczość artystyczna była traktowana jako bezpieczna przystań i ostatni bastion człowieczeństwa, którego algorytmy nigdy nie miały prawa zdobyć. Mogła zniknąć wraz z ostatnim człowiekiem, ale maszyny nie mogły jej zawłaszczyć.

