Agenci jednorazowi
Zabójstwo rosyjskiego dysydenta w Białej Podlaskiej, tajemnicze podpalenie ukraińskiej restauracji w centrum Warszawy oraz nieco wcześniejsze incydenty w wielu państwach Europy mogą mieć bardzo niepokojący, wspólny mianownik – użycie agentów proxy

Według Słownika języka polskiego PWN „proxy” to „pomocniczy komputer przyspieszający dostęp do (…) stron internetowych lub zabezpieczający (…) przed atakami z zewnątrz”. W terminologii stosowanej przez specjalistów od bezpieczeństwa międzynarodowego „proxy” oznacza z grubsza to samo, tyle że w odniesieniu do podmiotów siejących śmierć, zniszczenie, chaos i dezinformację. Chodzi o wykorzystanie pośrednika w celu ułatwienia ataku na cudze newralgiczne interesy przy jednoczesnym zabezpieczeniu własnych.
W latach zimnej wojny konkurencyjne supermocarstwa toczyły cudzymi rękami liczne „proxy wars”, wojny zastępcze, podgryzając się wzajemnie, ale nie wystawiając się bezpośrednio na polityczną odpowiedzialność i pełnoskalowy odwet. Ostatnio mamy zaś do czynienia z „agenturą proxy”, czyli wykorzystywaniem bardzo tanich pośredników do działań asymetrycznych, dywersyjnych i terrorystycznych. Tanich w podwójnym znaczeniu – zarówno jeśli chodzi o koszt ich pozyskania i szkolenia, jak i o późniejsze koszta związane z efektem ich działania. Te pierwsze są pomijalnie małe wobec nakładów związanych z wykształceniem oficera wywiadu lub operatora sił specjalnych. Te drugie – polegające na militarnych, politycznych czy ekonomicznych reperkusjach ataku – mogą być z punktu widzenia agresora wręcz ujemne (w pewnych okolicznościach atak ten może generować dodatkowe zyski, zwłaszcza propagandowe).

