Gazeta Samorządu i Administracji 5/2005 z 28.02.2005, str. 37
Data publikacji: 26.06.2018
Rola powiatów - potrzebne czy nie?
PROF. MICHAŁ KULESZA PODSUMOWUJE
prof. MICHAŁ KULESZA, współtwórca reformy samorządowej, obecnie wykładowca uniwersytecki i ekspert samorządowy
- Powiaty to od zawsze najbardziej tradycyjny, historyczny składnik struktury administracyjnej państwa polskiego. Pochodzą z okresu średniowiecza. Na początku były okręgami sądowymi. W II połowie XIX i na początku XX w. dzisiejsze miasta powiatowe utrwaliły swoją rangę centrów życia lokalnego, w tym gospodarczego, a od końca XIX w. do dziś stanowią też podstawowy element siatki administracyjnej państwa.
Po I wojnie światowej i odzyskaniu przez Polskę niepodległości miasta powiatowe i powiaty stały się fundamentem administracji polskiej i organizacji życia zbiorowego. Ważnym składnikiem życia zbiorowego były też po II wojnie światowej, nadal stanowiąc ramę dla tradycji, historii, więzi, organizacji życia zbiorowego, dla mechanizmu społecznego i przestrzennego, w którym wychowały się pokolenia. Ten układ przestrzenny i społeczny, jak wszystkie tradycyjne układy i więzi, był zwalczany przez komunizm, który rozbijał struktury, autorytety, więzi, instytucje, dążąc do wyizolowania człowieka, by stał się słaby i uległy wobec władzy. W Polsce w 1975 r. zlikwidowano powiaty i duże województwa. W ich miejsce pojawiło się 49 małych województw. Reforma ta była nieudana nawet z punktu widzenia jej twórców, bo niedokończona. Tak naprawdę nie zlikwidowano powiatów, a tylko powiatowe rady narodowe - organy władzy państwowej i powiatowe komitety partii. Zlikwidowano narzędzia do rządzenia, ale cała administracja i usługi powiatowe pozostały - szpital powiatowy, zwany rejonowym, rejonowa komenda milicji, geodeta rejonowy i szkoła, które obsługiwały dawny powiat (rejon), bądź wykonywały na tym terenie funkcje administracyjne. Gdy zlikwidowano powiaty, rejonowe urzędy i instytucje podlegały już tylko pionowo władzom wojewódzkim oraz ministrom. W konsekwencji, w latach 1975-1990 dramatycznie rozjechały się podziały administracyjne. Siedziby wielu urzędów nie znajdowały się już tylko w dawnym mieście powiatowym. Zaczęto je umieszczać różnie. W sprawach administracyjnych trzeba było nieraz jeździć do dwóch albo trzech miast, bo w każdym załatwiało się inną sprawę. Zmiana z 1975 r. zniszczyła resztki demokratycznego ustroju, więzi społecznych, struktur; zanarchizowała polską administrację. Spowodowała jednak też coś dobrego. Utworzenie małych województw dało szansę na wzrost około 30 miastom, w których ulokowane zostały urzędy wojewódzkie. Po 1975 r. funkcję podstawowego ogniwa administracji przejęły gminy, którym przekazano część kompetencji powiatów. Ale ogólnie rzecz biorąc, likwidacja powiatów scentralizowała zarządzanie publiczne. Szkoły, szpitale, przedsiębiorstwa ciepłownicze, ośrodki pomocy społecznej, milicja, straż - kiedyś powiatowe i gminne, związane ze świadczeniem usług - od 1975 r. w znacznym stopniu były wojewódzkie lub centralne. Odwrócono istotę rzeczy. Przed wojną panował pogląd, że sprawy administracyjne mogą być wyżej - w powiecie, bo opłaca się je koncentrować, bo tam jest kadra. Sprawy zarządzania - wydawania pieniędzy, powinny być niżej - w gminie, bo tam są mieszkańcy, lepiej wiedzący, na co wydać pieniądze. To się odwróciło. Trudne sprawy administracji scedowano na gminy, a pieniądze poszły do góry. Rok 1990 tego nie zmienił. Reforma powiatowa była zaplanowana na drugi etap. Chcieliśmy zacząć od gmin, by stworzyć silny fundament systemu. Powiaty miały przyjść w 1994 r., ale reformę wtedy zatrzymano. Udało się je wprowadzić dopiero w 1998 r., wtedy, gdy w pierwotnym zamiarze miał być trzeci etap reformy i wprowadzenie samorządowych województw.
