(Nie)pamięć zbrodni
Historia pełna jest zabójstw z nienawiści, chęci zysku czy w imię idei. Opowieści te najczęściej kończą się na akcie samej zbrodni, ewentualnie sądowego wymierzenia sprawiedliwości, pomijając późniejsze doświadczenia sprawcy i bliskich ofiar

Zabicie człowieka jest złem pozostawiającym ślad w duszy mordercy – tego od wieków uczą nas największe światowe religie. Złamanie piątego przykazania z Dekalogu, tak jak każdego innego, skutkuje oddaleniem człowieka od Boga. W Koranie zapisano, że kto morduje niewinnego człowieka, morduje całą ludzkość. Buddyzm zakaz zabijania wymienia wśród swoich pięciu (pañca-sila), ośmiu (attha-sila) i dziesięciu (dasa-sila) wskazań – zawsze na pierwszym miejscu. W hinduizmie morderstwo skutkuje powstaniem negatywnej karmy, która ma wpływ na przyszłość człowieka, zaś judaizm operuje pojęciem niewinnej krwi, która przelana domaga się sprawiedliwości. Starożytni Grecy wierzyli, że morderstwo nakłada na sprawcę skazę określaną jako miasma, od czego wzięliśmy nasze miazmaty.
W wielu kulturach śmierć zadana drugiemu człowiekowi wymaga od sprawcy rytuałów oczyszczenia. Także każda z wymienionych religii daje szansę na pokutę i przebaczenie. W swojej najnowszej książce „W tym domu już nie straszy” Paweł Piotr Reszka przytacza wypowiedź rabina Yehoshuy Ellisa, który twierdzi, że konsekwencje grzechu takiego jak zabójstwo trwają przez pokolenia. „W Torze napisano, że potomkowie płacą za grzechy ojców do trzeciej i czwartej generacji. Jednak tylko gdy sami je powtarzają. Czy nienazwanie zła złem, brak refleksji, próby oczyszczenia mogą być powielaniem grzechu? Uważam, że w jakimś sensie tak” – opowiada. Ale dodaje również, że niektórzy znawcy Tory ten jej fragment tłumaczą zjawiskiem traumy, która musi zostać przepracowana, tak jak grzech odpokutowany. I Reszka udowadnia, że prawdy znane z religii i psychiatrii są codziennością ludzi naznaczonych zbrodniami sprzed lat.

