Nie brałem pieniędzy z Rosji
Dla Łukaszenki od początku cel był jeden: zachowanie władzy. Po 2020 r. zachował ją dzięki Rosji, co czyni z niego dłużnika. Spłacał dług współudziałem w agresji na Ukrainę

Z Wiktarem Babaryką rozmawia Michał Potocki
Jak wyglądał dzień, w którym zwolniono pana z więzienia?
Trzy dni wcześniej, w środę, przeszedłem niezbyt udany zabieg usunięcia zęba. W warunkach więziennych trudno liczyć na udany zabieg.
Usuwanie zęba i bez tego nie jest przyjemne.
W czwartek pojawiły się problemy, w piątek oświadczono mi, że najpewniej przewiozą mnie do szpitala poza kolonią karną. W nocy z 12 na 13 grudnia 2025 r. obudzono mnie i powiedziano, żebym się zbierał. Moje rzeczy były już spakowane.
Wiedział pan, że trwają rozmowy o pana uwolnieniu?
Nie. Wiedziałem o ułaskawianiu innych więźniów, ale uważałem, że mnie uwolnią w ostatniej kolejności, jeśli w ogóle. Jeszcze latem przenieśli mnie z PKT, pomieszczenia typu cela – to takie więzienie w więzieniu, bardziej rygorystyczne – do tzw. strefy zamieszkania. Wtedy się dowiedziałem o uwolnieniu Siarhieja Cichanouskiego (męża Swiatłany, niedoszłego kandydata na prezydenta w 2020 r. – red.). We wrześniu była kolejna fala ułaskawień. Nikt mnie nie informował, że cokolwiek dzieje się w mojej sprawie, więc tamtej nocy byłem pewien, że chodzi o szpital. Zaprowadzili mnie do mikrobusu. Nie byłem jedyny, co wcześniej też się nie zdarzało.
Był pan izolowany od innych politycznych.
Przywieźli jeszcze pięć osób. Założyli mi worek na głowę i

