Na początku powinno być przedszkole
Edukacja najmłodszego pokolenia Polaków stała się w ostatnich miesiącach tematem, na którym wszyscy się znają (oczywiście poza zdrowiem). I nie mają znaczenia dane i ekspertyzy. Szkoda też, że resort edukacji zwlekał z kampanią informacyjną tak długo zamiast wesprzeć w tym zakresie samorządy.
Pomysł obniżania wieku szkolnego był jednym z priorytetów poprzedniej minister edukacji Katarzyny Hall i rozpoczął się w 2008 roku. Od tego czasu mamy, po pierwsze, nową panią minister, po drugie, kolejne daty wprowadzenia obowiązku szkolnego od szóstego roku życia, i po kolejne: protesty rodziców, obywatelski projekt ustawy przywracający stary stan rzeczy, kampanie medialne ratujące maluchy, kampanie za obniżeniem wieku itd.
Nie ulega wątpliwości, że temat jest ważny i reforma oświaty jest konieczna. Widać to szczególnie na przykładzie absolwentów, wchodzących na rynek pracy. Duże bezrobocie wśród młodych ludzi to nie tylko wynik kryzysu gospodarczego, lecz także przygotowania ich do pracy. Zdobywanie kolejnych certyfikatów i dyplomów wcale nie oznacza, że ze znalezieniem pracy będzie łatwo.

