Rodzina Kołnierzyków z AK
Nieodłączną cechą wojny jest samotność, od której człowiek próbuje uciekać we wspólnotę. Jej obietnica była jedną z zalet Armii Krajowej. 14 lutego przypada 84. rocznica jej formalnego założenia

Lecieli nisko nad ziemią. Dzięki temu czterosilnikowy brytyjski bombowiec Halifax stał się niemal niewidoczny dla niemieckich urządzeń pomiarowych i artylerii przeciwlotniczej. Niewielkie szanse na jego upolowanie miały również myśliwce wroga. Zaś ludzie w środku dzięki temu podziwiali duńskich rowerzystów i krę unoszącą się na wodzie tuż przy wybrzeżu Bałtyku. Chwilę później obrali kurs na Koszalin, a potem na Bug, którego śladem sunęli w stronę Wyszkowa.
Dla sześciu pasażerów był to już trzeci lot w ostatnich dniach. Dwa poprzednie, nieudane, kończyły się na tym samym lotnisku, z którego startowali. Za pierwszym razem osiągnięcie celu uniemożliwił im brak dobrej widoczności, przez co nawigator nie był w stanie namierzyć właściwej trasy. Drugą próbę przerwał silny ogień artyleryjski. Ale to fakty. A co z nimi? Uczucia, które im wtedy towarzyszyły, trudno nazwać jednoznacznie. Na pewno było w tym rozczarowanie. Może smutek. Ale mogła pojawić się również ulga, że to, o czym tyle myśleli, a co wiązało się z wielkim niebezpieczeństwem, jeszcze się nie zmaterializuje. Po chwili dołączało do tego zapewne napięcie związane z wydłużającym się oczekiwaniem. Ale tym razem, w nocy z 3 na 4 marca 1942 r., miało być inaczej.
Po minięciu Wyszkowa usłyszeli komendę „Przygotować się do skoku!”. Nałożyli na głowy hełmy, poprawili pistolety, żeby nie przeszkadzały w powietrzu. Jeden z członków załogi otworzył dziurę w podłodze samolotu, sprawdził ich spadochrony. Jak na szkoleniu. Z tą różnicą, że teraz działo się to naprawdę, nie było miejsca na pomyłki czy poprawki. „Na dole było biało i mroźno. Czarna połać lasu, przecięta drogą. Mignęły jakieś chałupy, szmat pola, zagajniki. Szukaliśmy naszych rozstajnych dróg, polany i świateł. Ostry zakręt w lewo. Lecimy wzdłuż drogi. Według mapy byliśmy już nad rejonem zrzutu. Zrobiliśmy znowu rundę dookoła. Nalatywaliśmy na cel” – zapamiętał Stanisław Jankowski „Agaton”, pierwszy z Kołnierzyków. Nazwa wzięła się od kryptonimu operacji lotniczej „Collar”, czyli kołnierz, w ramach której mieli zostać zrzuceni do okupowanej Polski.

