SAFE. Rządzący wpadli w tajnozę
Chcemy tylko tyle i aż tyle, by polski podatnik, jeśli już ma spłacać pożyczki na zbrojenia (co jest oczywiście normalne), wiedział, co spłaca, komu i jak
Z Andrzejem Śliwką rozmawia Marcin Fijołek, Polsat
Jak Rada Bezpieczeństwa Narodowego wygląda z perspektywy debiutanta?

Andrzej Śliwka, poseł na Sejm, PiS
Andrzej Śliwka, poseł na Sejm, PiS
Bardzo dobrze, że się odbyła. Te trzy sprawy, które prezydent wskazał nam do rozmów, są bardzo ważne. Przede wszystkim wiele pytań pojawia się wokół programu SAFE, ale bez wątpienia trzeba też wyjaśnić kwestię wschodnich kontaktów marszałka Włodzimierza Czarzastego. Z mojej perspektywy strona prezydencka była przygotowana bardzo profesjonalnie, rządowa – mniej, nad czym ubolewam.
Zaraz przejdziemy do konkretów. Ale chciałbym zapytać, czy te sześć godzin rozmów upłynęło pod znakiem awantury czy merytorycznej rozmowy? Czasem politycy po RBN mówią, że jak znikają kamery, to nie trzeba tańczyć tego codziennego tańca młócki politycznej…
Powiem szczerze, że w sprawie instrumentu SAFE była to pierwsza taka okazja, żeby móc merytorycznie przedstawić swoje wątpliwości, zastrzeżenia i zadać pytania. Z odpowiedziami bywało różnie. Ale i tak było dużo lepiej niż na sejmowej komisji, gdy poseł Zembaczyński wyłączał nam po minucie mikrofon, czy w studiach telewizyjnych, gdzie w naturalny sposób rozmowa o szczegółach jest ograniczona. Przez pierwsze kilka godzin RBN zadaliśmy naprawdę sporo pytań. Dowodem na to, że było całkiem merytorycznie, jest to, że po posiedzeniu jeden z polityków koalicji rządzącej podszedł do mnie i powiedział, że mimo braku sympatii musi przyznać, że byliśmy dobrze przygotowani. (śmiech)

