Ideolog z Kremla
W okresie od trzech do pięciu lat po zakończeniu działań wojennych w Ukrainie Rosja zaatakuje państwo członkowskie NATO. Putin liczy na to, że Francuzi, Brytyjczycy i Niemcy wymiękną, co pokaże światu, że NATO jest wydmuszką

Z Aurélienem Duchênem rozmawia Sebastian Stodolak
Co chce odbudować Putin?

Aurélien Duchêne, geopolityk, autor książki „Putin przeciw Zachodowi”
Aurélien Duchêne, geopolityk, autor książki „Putin przeciw Zachodowi”
Uważam, że chce wskrzesić ideę „ruskiego miru”, choć nie sądzę, by chciał odbudować Imperium Romanowów czy ZSRR. Rosja chciałaby sprawować kontrolę nad wszystkimi obszarami, których większość mieszkańców mówi po rosyjsku. Drogą do tego mają być aneksje terytorialne, czego przykładem jest tzw. Noworosja na południu i wschodzie Ukrainy. Proces ten zaczął się wcześniej – choćby od Naddniestrza. W tym kontekście często się mówi o Narwie w Estonii, ale podobne rozważania można snuć również w odniesieniu do Kazachstanu. Na północy tego kraju działają środowiska rosyjskich nacjonalistów, którzy twierdzą, że jeśli Azja Środkowa stanie się zbyt niezależna lub zbyt mocno zwiąże się z Chinami, to Rosja powinna powtórzyć scenariusz znany z Gruzji i doprowadzić do utworzenia „zjednoczonej republiki”.
Wskrzeszenie idei brzmi jeszcze groźniej. Historycznie rzecz biorąc, najbardziej mordercze bywały właśnie idee.
Tak. Często słyszymy narrację, że Rosja jest przerażona ekspansją NATO i działa w defensywie. To nieprawda. Putin dąży również do strukturalnej przebudowy Europy tam, gdzie Rosja ma lub może mieć wystarczająco dużo sojuszników. Nie chodzi wyłącznie o kraje takie jak dzisiejsze Węgry, lecz potencjalnie także o przyszłe Francję czy Niemcy, jeśli władzę przejmą tam nacjonaliści.
Zanim Putin został prezydentem, był agentem KGB. Dlaczego człowiek o takim życiorysie miałby realizować jakąkolwiek ideę, zamiast po prostu czerpać korzyści z władzy?
Putin jest ucieleśnieniem władzy politycznej, ale nie funkcjonuje w próżni. Niemal od początku prezydentury otacza się doradcami pokroju Nikołaja Patruszewa czy Igora Sieczina, którzy mieli sprecyzowaną wizję strategiczną. W 2005 r. sprowadził ze Szwajcarii szczątki Iwana Iljina, który był jednym z głównych ideologów rosyjskiego reżimu. Często go cytował. Choć Putin faktycznie był kiedyś oportunistycznym, pozbawionym spójnej ideologii autokratą, to z czasem zaczął postrzegać siebie nie tylko jako beneficjenta systemu, lecz jako postać historyczną. Rozwinęła się w nim ambicja zapisania się w dziejach jako jeden z największych rosyjskich przywódców. W tym sensie porównałbym go do Recepa Erdoğana, a nawet do Xi Jinpinga. Gdy Erdogan dochodził do władzy, deklarował, że nie jest islamistą ani nacjonalistą, że chce wprowadzić Turcję do Unii Europejskiej. Nazwał swoje ugrupowanie Partią Sprawiedliwości i Rozwoju, choć już wtedy otaczał się ludźmi, którzy dziś realizują program islamistyczno-nacjonalistyczny. Ta ideologia była obecna od początku, choć pozostawała ukryta. Gdy Xi Jinping obejmował władzę, pojawiały się nadzieje, że okaże się „chińskim Gorbaczowem”. Tymczasem od początku funkcjonował w kręgu nacjonalistycznych ideologów.

