Złudzenie równego startu
W 2024 r., gdy Polska obchodziła 20-lecie członkostwa w Unii Europejskiej i ćwierćwiecze obecności w NATO, Ukraina od dwóch lat zmagała się z pełnoskalową rosyjską agresją, jej członkostwo w Pakcie stawało się coraz mniej wyraźnym mirażem, a akcesja do UE odległą i nieokreśloną perspektywą. Tymczasem na początku lat 90. oba kraje zdawały się wchodzić w nową epokę z tego samego miejsca. Według danych Banku Światowego, w 1991 r. PKB na głowę liczone według parytetu siły nabywczej (PSN) w Ukrainie wynosiło ponad 7,1 tys. dol., a w Polsce tylko 5,9 tys. Ten jeden wskaźnik posłużył do stawiania tezy, że wychodząc z bloku wschodniego, Warszawa miała nawet gorszy start niż Kijów. Za sukcesem ekonomicznym Polski miało więc stać niemal wyłącznie ostatnich 30 lat. Gdyby tylko politycy znad Dniepru przyjęli tę samą linię co Polacy, to europejski sen mógłby stać się również udziałem Ukraińców. Nieprzypadkowo jednak tego nie zrobili. Podobny start Polski i Ukrainy jest jedynie złudzeniem – lub też artefaktem statystycznym. Pozycja startowa Warszawy od początku była o wiele lepsza.

