Czy Trump mądrzeje?
Po akcji USA w Wenezueli Xi Jinping oraz Władimir Putin mają się czym martwić. Europa powinna natomiast zrozumieć, że mimo wszystko to nie Donald Trump jest jej głównym problemem

Donald Trump spotyka się z falą krytyki za samo porwanie i wywiezienie Nicolasa Madury. To lekka hipokryzja – gorsze rzeczy robił seryjnie Związek Radziecki, bez grzechu nie są też Francuzi mający spore doświadczenie w siłowym pozbywaniu się niewygodnych dla Paryża przywódców w Afryce. Swoją drogą, porwanie i postawienie delikwenta przed sądem, na oczach wolnych mediów, i tak wydaje się bardziej cywilizowanym rozwiązaniem niż potajemne pozbawienie życia, nierzadko rękami wynajętych zbirów. Krytyka spada jednak na Amerykanów jeszcze z innego powodu – za to, że zamiast zainstalować u władzy wenezuelską opozycję i jej emigracyjnych liderów, Waszyngton próbuje dogadywać się z ludźmi ancien régime’u. To ciekawy paradoks, bo Trump robi przecież (z grubsza) właśnie to, czego nie zrobił na przykład George W. Bush w Iraku od razu po obaleniu Saddama Husajna i za co też był mocno krytykowany. Amerykanie musieli bowiem odkręcać błędy i nadrabiać te zaległości dużo później, zapłaciwszy po drodze bolesną cenę. A to dlatego, że ich pierwotni wybrańcy okazali się mocni tylko w gębie, faktycznie niezdolni do zarządzania krajem, a z kolei urzędnicy i oficerowie ze środowisk dawnej partii BAAS, wyrzuceni poza nawias, chcąc nie chcąc, włączali się w działania islamistycznych milicji, nawet tych proirańskich, służąc im swoją wiedzą i doświadczeniem.

