opinia
Brakująca pozycja w rachunku za OZE
Grzegorz Onichimowski, prezes Polskich Sieci Elektroenergetycznych, z pewną złośliwością zauważył niedawno, że w branży wciąż są ludzie, którzy nie rozumieją, że Polski nie stać na utrzymywanie dwóch systemów elektroenergetycznych. Wyjaśnię – bajka o „dwóch systemach” to nowomowa PSE. Za poprzednich rządów i zarządów pojawiała się w tonie alarmistycznym („nie chcemy więcej OZE w systemie, bo będziemy musieli utrzymywać dwa systemy”). W rzeczywistości oczywiście funkcjonuje jeden system elektroenergetyczny, który mierzy się z coraz większymi wyzwaniami wynikającymi ze wzrostu udziału odnawialnych źródeł energii w miksie.
Prawda jest bowiem taka, że system elektroenergetyczny z dużym udziałem OZE z definicji musi być systemem backupowanym, w którym zawsze istnieje możliwość szybkiego uzupełnienia niedoboru mocy. Produkcja zależna od pogody nie znika dlatego, że wprowadzimy elastyczność popytu, czyli mechanizmy pozwalające czasowo zmniejszyć zużycie energii przez odbiorców (DSR) albo coraz sprytniejsze taryfy zachęcające odbiorców do przesuwania zużycia. Te narzędzia są potrzebne, ale nie zastąpią ani stabilności systemowej, ani zdolności do reagowania na zdarzenia nagłe, ani całego pakietu usług, które dziś – często niezauważenie – zapewnia energetyka konwencjonalna.




