Przejąć bez oddania strzału
Na Tajwanie narasta sceptycyzm co do tego, czy USA przyjdą mu z pomocą w razie chińskiego ataku. Nastroje te podsyca sam Pekin, licząc na to, że doprowadzi to do zjednoczenia bez użycia siły
– Czy boję się, że Chiny zaatakują Tajwan? Nie, bo one boją się USA – powiedziała mi półtora roku temu 30-letnia Yi-chun, pracująca w pralni w Tajpej. Tak jak wielu mieszkańców wyspy pokładała wtedy nadzieje w Amerykanach. Chociaż Stany Zjednoczone nie są traktatowym sojusznikiem, a nawet oficjalnym partnerem dyplomatycznym Tajwanu, to pozostają jego głównym gwarantem bezpieczeństwa, wysyłając mu broń i utrzymując w gotowości siły na wypadek ataku.
Po ubiegłotygodniowym szczycie w Pekinie moja rozmówczyni pewnie nabrała co do tego sporych wątpliwości. Donald Trump dwoił się i troił, by pokazać swój podziw dla Xi Jinpinga, a Tajwan zszedł w ich dyskusjach do roli karty przetargowej. Trump przyznał to wprost: nie chcąc przed szczytem drażnić Xi, zwlekał z zatwierdzeniem nowego pakietu uzbrojenia dla Tajwanu. W wywiadzie dla telewizji Fox News tłumaczył, że to „element negocjacji”. Zapytany przez dziennikarza, czy ostatecznie wyda zgodę na dostawy, odpowiedział: „może to zrobię, a może nie”.

