Groźny sojusz prezydenta z prezesem NBP
Umowa z Unią Europejską w sprawie programu SAFE została szczęśliwie podpisana. Weto prezydenta Karola Nawrockiego pokazuje jednak, jak poważne mogą być zagrożenia dla instytucjonalnych ram gospodarki wynikające z jego niekonstytucyjnego sojuszu z prezesem NBP.
Poprzez działania PiS, z wydatną pomocą prezydentów Andrzeja Dudy i Karola Nawrockiego, udało się podważyć niezależność Trybunału Konstytucyjnego i sparaliżować jego prace. Tym samym trybunał nie może się wypowiedzieć bezstronnie w sprawie łamania zasady niezależności banku centralnego, do czego doszło w wyniku sojuszu prezesa NBP i prezydenta RP. Kwestią wtórną jest przy tym to, kto był inicjatorem tego sojuszu, gdyż żadnej ze stron nie wolno było ani podejmować się takiego działania, ani w nim uczestniczyć.
Do „ojcostwa” pomysłu nikt się otwarcie nie przyznaje, ale rekonstrukcja przebiegu zdarzeń pozwala przypuszczać, że narodził się on w centralnych gremiach PiS, po czym został przekazany prezydentowi i prezesowi NBP do dopracowania i wspólnej realizacji. Należy też zaznaczyć, że mimo tradycyjnej dbałości o dobre relacje z władzami PiS prezes NBP nie przejawił szczególnego entuzjazmu dla powierzonego mu zadania. Wynikało to stąd, że to nowe zadanie okazało się dla niego kompetencyjnie wymagające, nawet jeśli wiązało się z jego ulubioną działalnością, czyli kupowaniem i doglądaniem złota. Tak czy inaczej, z perspektywy właściwego funkcjonowania instytucjonalnych ram gospodarki Polski, polityczny sojusz prezesa NBP z prezydentem zmierzający do stworzenia alternatywnego projektu „SAFE 0 proc.” należy traktować jako bardzo poważne naruszenie zasady niezależności banku centralnego i osłabienie jego wiarygodności. Cechą szczególną polskiego przypadku jest to, że sojusz ten w normalnych warunkach uznany zostałby za atak na niezależność banku centralnego i za mało wyszukaną próbę jego upolitycznienia. Polska specyfika polega też na tym, że ataku nie dokonuje rząd, lecz prezydent z tego samego obozu politycznego, który próbuje poszerzyć kosztem rządu zakres swoich uprawnień jako organu władzy wykonawczej.

