Personel i Zarządzanie 20/2003 z 16.10.2003, str. 10
Data publikacji: 30.06.2018
Sześć sigma znaczy: tysiąc razy lepiej
Na liście metod zarządzania jakością pojawiło się - obok standardowego ISO 9000 i wyrafinowanego TQM - tajemnicze Six Sigma. Rozszyfrowanie tej nazwy nie jest wcale proste. Kryje się za nią wskaźnik niezawodności procesów wyrażony statystyczną miarą zmienności oznaczaną grecką literą s (sigma). Liczba 6 obok sigmy nadaje temu wskaźnikowi wartość prawdopodobieństwa pojawienia się usterek rzędu kilku na milion. Dodajmy, że 1 proc. usterek to 10 tysięcy w milionie. Już dzisiaj niektóre firmy chwalą się poziomem jakości 6s. Nawet jeśli temu nie damy wiary, to należałoby przyjąć do wiadomości, że ku temu idzie i wcześniej czy później nasze firmy będą musiały zmierzyć się z barierę 6s, by liczyć się jako partnerzy lub konkurenci.
Stanisław SOCHA
Autor jest pełnomocnikiem zarządu ds. jakości w Miejskich Wodociągach i Kanalizacji SA w Koszalinie; jest doktorem nauk technicznych, wykłada na Wydziale Administracji i Zarządzania Bałtyckiej Wyższej Szkoły Humanistycznej w Koszalinie i na Wydziale Elektroniki Politechniki Koszalińskiej; jest trenerem, konsultantem i członkiem rady programowej firmy szkoleniowej COMARTIN.
Kontakt: s.socha@comartin.pl
Na ogół nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak silny wpływ na sposób działania i myślenia współczesnych menedżerów mają koncepcje zarządzania powstałe niemal 100 lat temu. Ich autorem był Frideric Winslow Taylor, a obmyślona przez niego metoda znana jest jako zarządzanie naukowe.
Działanie metodyczne poprawia efektywność zarządzania
Metoda Taylora, podówczas rewolucyjna, dzisiaj wydaje się oczywista. Najogólniej rzecz biorąc, postulował on, by