Przegląd prasy zagranicznej
Na najwyższym biegu
Szef powinien dawać przykład pracownikom, ale nie w postaci samowyzysku - pisze Lutz Becker w "WirtschaftsWoche" z 4 marca. Do ogólnie akceptowanych cnót przełożonego należy dawanie dobrego przykładu zatrudnionym. Pytanie, czy takiego, jakim szczyci się szef koncernu Cisco, John Chambers, który nie podpisał żadnej umowy o pracę. I nie zamierza tego robić, gdyż - jak mówi - chce codziennie sprawdzać się w roli szefa firmy. W przyszłości, zdaniem autorów wielu książek o zarządzaniu, każdy, kto będzie chciał trwale sprawować funkcję kierowniczą w przedsiębiorstwie, będzie musiał każdego dnia wykazywać się maksymalną efektywnością.
W pierwszej chwili rozumowanie takie wydaje się nawet do przyjęcia. Problematyczny jest natomiast sygnał, jaki ze sobą niesie. Wiążący się z tym samowyzysk - proces przeładowania jednostki przez wykonywaną pracę - zakłada przede wszystkim jedno: pracownicy idą za świetlanym przykładem szefa. Wówczas domniemany samowyzysk zamieni się w wyzysk innych. Innymi słowy, czy teoria samowyzysku nie służy aby krzewieniu kultury samowyzysku wśród pracowników? A jeśli ktoś nie jest w stanie stosować się codziennie do zainscenizowanego wzorca, czy staje się wtedy słabszym pracownikiem, gorszym człowiekiem?
Codzienne kwestionowanie wartości zarówno kierowniczej kadry, jak i pracowników oznacza, że będący pod taką presją ludzie doprowadzani są do granic zawału. Nauka już dawno wykazała, że maksymalna efektywność na dłuższą metę nie funkcjonuje. Jeśli ogólna ocena dokonywana jest wyłącznie na podstawie domniemanego wkładu w podnoszenie efektywności, u pracowników w rezultacie rodzi się lęk przed niesprostaniem standardom. Nieosiąganie wytyczonych celów sprawia, że popadają w stan alarmu. Sytuacja ta powoduje, że ludzie do pewnego momentu funkcjonują jak szczury w obrotowej klatce, ale nie są w stanie osiągać rzeczywistych rezultatów. Zarówno z gospodarczego, jak i medycznego punktu widzenia jest rzeczą oczywistą, że tego rodzaju zarządzanie to jeden z najszybszych sposobów na doprowadzenie firmy do upadku. Stan chorobowy nasila się, a wyniki ekonomiczne sięgają dna. Zatem kultura zarządzania, która osobiste wyrzeczenia i maksymalną efektywność uważa za oczywiste, na dłuższą metę się nie sprawdza.


