W samorządzie nie potrzeba rewolucji
Początek nowej kadencji samorządów to czas na przyjrzenie się wyzwaniom stojącym przed włodarzami. Jest to również okres, gdy po opadnięciu wyborczych emocji na chłodno można spojrzeć na problemy trapiące polskie JST.

Z dr. Wojciechem Misiągiem, wiceministrem finansów w latach 1989-1994, wiceprezesem Najwyżej Izby Kontroli w latach 2011-2013, dyrektorem generalnym w Instytucie Badań i Analiz Finansowych Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie, rozmawia Rafał Osiński
Jakie wyzwania stojące przed samorządem terytorialnym w nowej kadencji postrzega Pan jako najistotniejsze?
- Zacznijmy od tego, że samorząd na tle tego, co się dzieje w Polsce, działa relatywnie sprawnie. Wydaje się, że nie wymaga on rewolucji. Trzeba poprawiać to, co i tak nieźle działa. Są, oczywiście, pewne problemy. Jednak są one dziś zupełnie inne niż 20 lat temu. W latach 1990-1995 dokonano ogromnego skoku w obszarze bazy infrastrukturalnej. Udało się załatwić problem wody na terenach wiejskich. Rozwiązał się właściwie problem telefonizacji. Zupełnie inaczej wygląda kwestia dróg. Przeszliśmy zatem na inny etap radzenia sobie z problemami, gdyż kwestie elementarne, cywilizacyjne, z grubsza rzecz biorąc, zostały załatwione.

