Koszty odpadów obciążają polskie firmy, a te spoza UE wciąż korzystają z luk w systemie
Patrycja Sass-Staniszewska: Wymogi platform sprzedażowych nie kończą się na deklaracjach. Brak numeru rejestrowego, danych o opakowaniach czy potwierdzeń rozliczeń może skutkować zablokowaniem oferty, wstrzymaniem wypłat lub ograniczeniem dostępu do rynku. To sankcje rynkowe, które działają szybciej niż decyzja administracyjna
Krajowa firma uwzględnia w cenie produktu koszty systemu odpadowego, a część zagranicznych sprzedawców ich nie ponosi, mimo że odpady po ich produktach trafiają do polskiego systemu. Czy zatem polski sprzedawca dofinansowuje konkurencję spoza UE przez system gospodarki odpadami?

Patrycja Sass-Staniszewska, prezes Izby Gospodarki Elektronicznej
Patrycja Sass-Staniszewska, prezes Izby Gospodarki Elektronicznej
Tak, i to jest sedno problemu. Polski przedsiębiorca, który wprowadza produkty i opakowania na rynek, musi działać w systemie BDO, czyli bazie danych o produktach i opakowaniach oraz o gospodarce odpadami. Musi też ponosić koszty odzysku, recyklingu, raportowania i opłat produktowych.
Tymczasem duża część sprzedaży transgranicznej spoza UE, zwłaszcza w modelu bezpośredniej dostawy do konsumenta, rzeczywiście pozostaje poza tym systemem. Ten problem dotyczy nie tylko e-commerce. Odpad zostaje w Polsce, koszt jego zagospodarowania również, ale podmiot, który wygenerował ten strumień towarów, często nie uczestniczy w finansowaniu systemu.
To zaburza konkurencję. Każdy przedsiębiorca działający w Polsce, wprowadzający produkty w opakowaniach, podlega określonym obowiązkom i ponosi koszty środowiskowe. Tymczasem część sprzedawców spoza UE ich unika.




