Czy fundować drogie programy rozwoju?
Bogactwo i splendor są często źródłem podziwu i zazdrości. Nawet w świecie HRM nieraz podczas konferencji słuchacze dopytują o koszty różnych rozwiązań, by z rezygnacją stwierdzić: "No tak, oni mogą takie rzeczy wdrażać, bo mają pieniądze". Takim mercedesem wśród programów rozwojowych są dobre studia MBA czy szkolenia kończące się np. międzynarodowym certyfikatem coachingu. Czy rzeczywiście jednak dążeniem każdego działu HR jest oferowanie wybranym pracownikom takiej formy rozwoju?
Ogólne spojrzenie na biznes (tzw. helicopter view), sieć kontaktów profesjonalnych wśród alumnów danej szkoły, możliwość konfrontowania się z doświadczeniem innych menedżerów to walory, które sprawiają, że dobre studia MBA traktowane są nieraz jako przepustka do top managementu. I ze względu na cenę znajdują się najczęściej poza zasięgiem zwykłego śmiertelnika. Podobnie szkolenie przygotowujące do roli certyfikowanego coacha to duży wydatek, jak na indywidualną kieszeń. W przypadku tego typu edukacji wartość pracownika na rynku pracy bardzo się podnosi, a oferujący ją pracodawca zyskuje podziw w oczach zatrudnionych i kandydatów do pracy. Mimo to część pracodawców widzi tu więcej zagrożeń niż korzyści, a w każdym razie przestrzega, że trudno spełnić wszystkie dodatkowe warunki, które są niezbędne przy oferowaniu drogich i dobrych studiów.

