Partnerstwo wychodzi na drogi
Na polskich drogach klasyczne partnerstwo publiczno-prywatne najlepiej sprawdza się na autostradach. Powód oczywisty: za przejazd pobierane są opłaty. Komercjalizacja każdej innej drogi, poza krajowymi, to przedsięwzięcie odstraszające ewentualnych partnerów. Zawsze lepsze są np. spalarnie śmieci, bo te przynoszą zyski, a drogi gminne czy powiatowe nie. Konieczne są dodatkowe rozwiązania, ponieważ klasyczny model, polegający na tym, że inwestor od użytkowników odbiera sobie włożony kapitał, jest trudny do zaakceptowania.
Wszystko widać jak na dłoni - po Euro 2012 inwestycje drogowe w Polsce uległy znacznemu osłabieniu. Zmniejszyła się liczba przetargów na budowę nowych i remonty starych traktów komunikacyjnych, zwłaszcza w gminach i powiatach, w których samorządy pozbawione unijnego wsparcia nie mają na te cele pieniędzy. - Dostrzegam rozwiązanie w realizacji inwestycji opartych na formule partnerstwa publiczno-prywatnego. Sięgnięcie po tę metodę może przełamać chroniczny niedobór funduszy publicznych na inwestycje drogowe - uważa Piotr Całbecki, marszałek kujawsko-pomorski. Jego odpowiednik na Dolnym Śląsku, Rafał Jurkowlaniec, jest przekonany, że... "partnerstwo publiczno-prywatne to pomysł, który w ciągu kilku lat pozwoli dokonać remontu dolnośląskich dróg ze środków prywatnych, nie powodując wzrostu zadłużenia województwa".

