Co wie wyborca
Polityka jest dzisiaj jak religia. Nie pozyskasz wyznawców, odwołując się do sprawdzalnych faktów, tylko udając, że posiadłeś prawdę absolutną

Z Bryanem Caplanem rozmawia Sebastian Stodolak

Bryan Caplan, ekonomista, profesor George Mason University, autor książki „Mit racjonalnego wyborcy”
Bryan Caplan, ekonomista, profesor George Mason University, autor książki „Mit racjonalnego wyborcy”
Bierze pan udział w wyborach?
Nie.
Dlaczego?
Z dwóch powodów. Po pierwsze, szansa, że mój głos coś zmieni, jest ekstremalnie mała. Po drugie, głosowanie mnie w jakiś sposób odrzuca.
Odrzuca?
Nie podoba mi się to, jak ludzie się zachowują w trakcie wyborów.
Czy ktoś, kto nie głosuje, ma prawo potem narzekać na rządzących? I co by było, gdyby wszyscy sądzili, że ich głos niczego nie zmieni? To zresztą częste przekonanie wśród niechodzących na wybory.
To nie jest sensowna krytyka. Istnieje jedna szansa na bilion, że twój głos wpłynie na wynik wyborów, a jeśli nie weźmiesz udziału w tej loterii, to nie możesz się skarżyć na rządzących? Naprawdę? Udział w czymś całkowicie nieefektywnym jako warunek możliwości bycia rozczarowanym? Poza tym gdyby naprawdę było tak, że niemal nikt nie głosuje, to wtedy właśnie chodziłbym na wybory.
A czy jednostkowy udział w wyborach, nawet jeśli nie ma wpływu na ostateczny wynik, nie jest po prostu legitymizowaniem demokracji? Powiedzeniem: tak, zgadzam się na taki system? A zaniechanie oznacza jego osłabianie.
Ten argument też należy rozważać matematycznie. Jak dużą część legitymacji utraci demokracja, jeśli ja nie pójdę do wyborów? Mikroskopijną. Należy myśleć o kosztach danych działań i korzyściach z nich, zanim się je podejmie. Tutaj te pierwsze znacznie przekraczają te drugie. Zgodnie z dość popularną ostatnio filozofią efektywnego altruizmu czas, który poświęcisz na dojazd do urny wyborczej i głosowanie, lepiej poświęcić np. na pomaganie sierotom w domu dziecka.


