O deglobalizacji wciąż głównie się mówi
Napięcia polityczne na scenie międzynarodowej przybierają na sile, a wojna w Ukrainie stała się tylko jednym z wielu elementów tej rywalizacji. Wieszczona przynajmniej od zeszłej dekady konfrontacja USA z Chinami stopniowo się zaostrza, a liderzy obu mocarstw nawet już nie ukrywają, że traktują się wzajemnie w najlepszym razie nieufnie. Rosja już niemal wypadła z europejskiego obiegu gospodarczego i trudno sobie wyobrazić, by jej relacje z Europą szybko wróciły na stare tory. Rosnąca nieufność między państwami skupionymi w różnych blokach politycznych powinna się przekładać na globalny handel, a ten już wcześniej został solidnie sponiewierany z powodu pandemii. Przerwane przez koronawirusa łańcuchy dostaw obnażyły wady dominującego od lat 90. modelu gospodarczego, który opierał się na offshoringu, czyli przenoszeniu produkcji w miejsca oferujące optymalną relację ceny do jakości, bez oglądania się na takie drobnostki jak odległość geograficzna czy różnice polityczne (z niewielkimi wyjątkami – w Iranie czy Korei Północnej niemal nikt nie inwestował nawet w beztroskich czasach pędzącej globalizacji).


