Ocalić pokolenia
Tajne szkolnictwo podczas II wojny światowej było walką nie tylko o wykwalifikowanych pracowników, którzy odbudują kraj, lecz przede wszystkim o człowieczeństwo

Latem 1941 r. w niewielkim domu z ogrodem na warszawskiej Ochocie odbyło się spotkanie. Niespełna 21-letnia wówczas Wanda Leopold po latach wspominała je ze szczegółami: „Pośrodku stał duży stół, na podłodze pod ścianami piętrzyły się wszędzie książki. Profesor siedział przy stole w półmroku, w narzuconym na ramiona czarnym paletku. Przywitał się z nami, poprosił, żebyśmy usiedli, i słuchał naszych wywodów”. Tym profesorem był 50-letni Julian Krzyżanowski, historyk literatury polskiej, który przed wojną wykładał na uniwersytecie. Krzyżanowski wysłuchał najpierw opowieści młodych ludzi o tym, jak przez dwa lata uczyli się samodzielnie, by w końcu wyjawić, jak będzie wyglądała teraz ich edukacja jako studentów tajnej Polonistyki UW. „W ten sposób odbyła się nasza immatrykulacja. Byliśmy całkowicie zaskoczeni zaufaniem i rzeczowością profesora” – pisała Wanda Leopold.
Rozpoczęte jesienią zajęcia organizowano w domach wykładowców, a czasem studentów. Dla wielu okazały się przystanią – od łapanek, egzekucji, nieustannego lęku i walki o przeżycie, ale także miejscem, w którym mogli marzyć o tym, co będzie. „Profesor Krzyżanowski snuł plany na okres po wojnie – plany szerokie: edytorskie, przekształcenia towarzystw naukowych, reformy studiów; robił bilans strat i zaniedbań, który już olbrzymi był wówczas, ale energia i optymizm profesora były bezgraniczne i... przyjemnie im było ulegać” – wspominała Leopold.


